Zmartwienia matki

     Dlaczego jest tak, że matka martwi się wszystkim? Tym, co sama przeżywa i na co ma jakiś tam wpływ oraz tym, co jest poza nią. Troski dnia codziennego: strach o pracę, nieustanny brak funduszy na zwyczajne drobiazgi i na to, co do przysłowiowego gara włożyć, co jakiś czas trzeba się trochę pomartwić o zdrowie tego, czy innego członka rodziny…itp.
Największym zmartwieniem matki, czyli moim, są jednak niepowodzenia dzieci. No bo jak tu przejść obojętnie obok dziecka, które ze łzami w oczach i strachem w sercu wkuwa geografię, żeby mieć spokojne wakacje? Faktem jest, że dziecię moje zawaliło sprawę w ciągu roku i teraz są tego smutne konsekwencje, ale… to przecież moje dziecko. Przybieram więc srogą minę i usiłuję zmobilizować załamane dziewczę. Tłumaczę, że da radę, zdąży. A ona spuszcza nos na kwintę i widzę, że już prawie się poddaje.
O losie, trzeba tylko trochę wiary we własne siły! Nie mogę w żaden sposób przekonać jej, że dużo potrafi i jeszcze więcej może. Martwię się więc o nią, bo do nastolatki trudno czasem dotrzeć. I chociaż mam już doświadczenie w rozmowach z młodzieżą, to w tym przypadku napotykam na wysoki mur. Tylko chwilami wyłania się zza niego uśmiechnięta buzia mojej kochanej córeczki.

Klosiek

Zdjęcie golaska na futrzaczku

     Każda mama chętnie umieszcza w albumie zdjęcie swojego malucha na miękkim futrzanym kocyku. Dzieciątko leżące na golaska jest dumą dla świeżo upieczonych rodziców i wspaniałą pamiątką dla dorosłego już syna czy córki. I chociaż czasem dorosłe dzieci krępują się pokazywać takie fotki, to chętnie same do nich wracają. Niedawno robiłam córce album na 18ste urodziny i „futrzaczkowe” ujęcie musiało się w nim znaleźć obowiązkowo :)
Nasze dzieci mają całe mnóstwo zdjęć, ponieważ mój mąż a ich tatuś pasjonuje się fotografią i każdą wolną chwilę poświęca na eksperymentowanie z aparatem. Ja uwielbiam fotki oglądać i często do nich wracam. Nie znam się jednak na technice robienia zdjęć, bo nie muszę – mam w domu eksperta.
Jeśli chcesz skorzystać z rad mojego męża, kliknij na podany link:http://fotofree.blog.onet.pl/Jak-zrobic-piekne-zdjcie-dziec,2,ID378397513,n

Możesz kliknąć na fotkę i przeczytać jak zrobić takie ujęcie.

.

Klosiek

… i że Cię nie opuszczę aż do śmierci

     Przeczytałam na pewnym blogu, że małżeństwo z rozsądku jest ok. Nie każdy chciałby żyć w takim związku, ale generalnie może to i dobre rozwiązanie, bo jak nie było miłości to nie można jej przecież stracić.
A według mnie taki układ zaprzecza istocie małżeństwa. Bo zdrowy związek dwojga ludzi musi być oparty na wzajemnej miłości i szacunku. Tylko bliskość ciał i dusz może dać nam pewność, że uczucie przetrwa próbę czasu. I nawet sakramentalne „tak” wypowiedziane przed ołtarzem nie daje gwarancji na trwały związek. Bo ślubowanie sobie wzajemnie miłości to nie magia. I ani ksiądz ani fakt zawarcia związku małżeńskiego w kościele, USC, czy gdziekolwiek indziej nie zapewni nas, że wszystko w życiu ułoży się po naszej myśli, zgodnie z życzeniem i marzeniami, że nie będzie trudności i kryzysów.
Trzeba ogromnego wysiłku i codziennych starań, aby pielęgnować miłość, która połączyła dwoje ludzi. Każdy musi to zrobić sam. Obowiązkiem małżonków jest dbanie o swoją miłość tak, aby była coraz piękniejsza i nigdy nie wygasła. Nie oznacza to, że nie będzie trudności, kłótni, czy nieporozumień. Ślubowanie sobie miłości w obliczu Boga daje moc i siły do pokonywania przeciwności losu.
Jeśli dwoje ludzi wiąże prawdziwa i głęboka miłość to nie wolno z niej rezygnować tylko dlatego, że nie chce nam się zmierzyć z problemami. Czy jeśli dziecko zrobi coś złego to rodzice przestają je kochać? NIE
Dlaczego więc dorośli i odpowiedzialni ludzie tak łatwo się poddają i doprowadzają do rozpadu swoich małżeństw? Nie chcą sobie wybaczać, nie ufają i nie dążą do porozumienia?

    Miłość cierpliwa jest,
    łaskawa jest.
    Miłość nie zazdrości,
    nie szuka poklasku,
    nie unosi się pychą;
    nie dopuszcza się bezwstydu,
    nie szuka swego,
    nie unosi się gniewem,
    nie pamięta złego;
    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z prawdą.
    Wszystko znosi,
    wszystkiemu wierzy,
    we wszystkim pokłada nadzieję,
    wszystko przetrzyma.
    Miłość nigdy nie ustaje
(1Kor 13)

Klosiek

Dzień jak co dzień

     A u nas życie płynie sobie spokojnie z dnia na dzień. Zuzia rośnie i jest coraz sprawniejsza. Ostatnio zainteresowała się swoimi nóżkami i bardzo chętnie się nimi bawi. Najzabawniej wygląda, gdy ją przebieram i gołe nożki zadziera wysoko do góry. Łapie się za stópki i koniecznie chce włożyć sobie do buzi ( często jej się to udaje :) Uwielbia też zakładać nóżki na szczebelki łóżeczka i „wędrować” dookoła własnej osi. Robi to bardzo szybko i poprawianie jej na poduszeczce nic nie daje, bo po chwili leżą tam sobie wygodnie małe nóżki. Ćwiczy też ambitnie wkładanie smoczka odpowiednim końcem do buzi. Wcale nie jest to łatwa sztuka…
Nasza młodzież walczy ambitnie o lepsze oceny, bo koniec roku już blisko. Chciałoby się mieć dobre świadectwo, to trzeba się troszkę wysilić. Ogólnie jednak rzecz biorąc nie bardzo się chce siedzieć nad książkami, zwłaszcza, gdy na dworze świeci pięknie słońce i wiosna w pełni. To akurat rozumiem, bo też pamiętam, że w tym okresie nie było łatwo się skupić.
A Zuzia po mlecznym śniadanku i odrobinie wspólnej zabawy robi sobie dwugodzinną drzemkę ( bo noc taka krótka  ziew ). Mamusia w tym czasie zajmuje się sprzątaniem, praniem, gotowaniem i wszystkim, co wpadnie w ręce. Potem idziemy na spacer do parku, w czasie którego mała znów śpi. Dziś było bardzo gorąco i duszno, a burza na którą się zbierało już od wczoraj jakoś nie chciała do nas przyjść. Po powrocie czas na obiadek. Dziś Zuzka mnie zaskoczyła, bo po raz pierwszy z wielkim apetytem zjadła jarzynową zupkę ze słoiczka. Dotąd słabo jej to przechodziło przez zęby, których jeszcze nie ma…
Jak się mały człowiek naje, to co robi? – oczywiście znów śpi. Ciężko było zasnąć w tej duchocie chociaż oczka same się zamykały. A po południu to już tylko zabawa aż do kąpania, które po prostu uwielbia. Jest to też czas wspólnej zabawy z tatusiem. Zaśmiewa się czasem tak głośno i długo, że nie wiem czy się śmieje, czy płacze. Uderza rączkami w wodę i nic sobie nie robi z ochlapanej buzi. Przeciera twarz łapką i dalej robić fontanny.  Dziś miała tyle energii, że przy naszej kolacji zabawiała wszystkich swoimi minkami i uśmieszkami. Zasnęła dopiero koło 21:30. W samą porę, bo za oknem zaczęło grzmieć, wiać i solidnie padać. Powietrze się odświeżyło i nareszcie można swobodnie oddychać. Zaraz idę spać, bo spadające krople deszczu są piękną melodią i gwarantują kolorowe sny.

Klosiek

Jak zatrzymać młodość?

     Gdy pół roku temu oczekiwałam na narodzenie naszego czwartego dziecka, najbardziej martwiłam się, że będzie miało starą mamę. Policzyłam sobie, że jak pójdzie do szkoły, to ja będę już miała na karku 50tkę :(
Teraz jednak doszłam do wniosku, że właściwie nigdy nie czułam się staro. Uwielbiam spacerować z wózkiem i nie wydaje mi się, że wyglądam na babcię swojego dziecka. Zresztą nie o to w tym wszystkim chodzi.
Można mieć 20 lat, wyglądać kwitnąco, a mieć duszę staruszki ( nie chcę oczywiście nikogo obrazić ). Mam na myśli fakt, że człowiek ma tyle lat, na ile się czuje. Jeśli zamknie się w swoim świecie, żyje tylko na własny rachunek nie oglądając się na innych, to łatwo wtedy o zgorzknienie, wycofanie się z życia, sarkazm, cynizm, melancholię i „starość”. Widziałam już takich młodych staruszków, którym na niczym nie zależy, nic im się nie chce i w ogóle nie da się z nimi pogadać.
I chociaż w tym roku skończyłam już 43 lata nie wyobrażam sobie życia bez kontaktów z młodymi ludźmi, robienia czegoś poza pracą, rozwijania swojej osobowości, marzeń o lepszej przyszłości, rozmów z moimi nastolatkami i ciągłego rozwijania miłości mojego życia, która zaczęła się 20 lat temu.
Uważam, że stan naszego ducha wpływa na wygląd zewnętrzny. Im jesteśmy bardziej radośni, otwarci, spokojni wewnętrznie, szczęśliwsi, tym nasze oblicze bardziej jaśnieje, oczy błyszczą, a energia aż nas rozpiera. Nie da się zatrzymać siwienia ( można się pofarbować ), powstawania zmarszczek ( kremy, operacje plastyczne ), przemijania czasu i przybywania kolejnych lat. Dzięki medycynie i przeróżnym preparatom można ten proces opóźnić, ale co nam z tego przyjdzie, jeśli wewnątrz będziemy wypaleni?
Najlepszym sposobem na zatrzymanie młodości jest czuć się młodym, przebywać w towarzystwie młodych, żyć pełnią życia, uczestniczyć w życiu swoich dorastających dzieci i robić coś dla innych. Dopóki człowiek czuje się potrzebny, akceptowany, kochany, spełniony, dopóty starość nie ma do niego dostępu. I choćby miał lat 70, czy więcej może się czuć młodo i być młodym duchem.

Klosiek

Szanujmy nasze mamy

     Miesiąc maj kojarzy nam się z burzliwym rozkwitem wszelakiej roślinności i z egzaminami maturalnymi. Od wieków jest to miesiąc zakochanych i miesiąc nabożeństw majowych. Jest to też czas składania podziękowań naszym Mamom.
Małe dzieci uczą się na tę okoliczność wierszyków i piosenek, pracowicie przygotowują piękne obrazki i laurki, robią w przedszkolu lub szkole papierowe kwiatki. Potem z zapałem składają życzenia i obdarzają słodkimi całusami.
Młodzież najczęściej biegnie do kwiaciarni po bukiecik, stara się w tym dniu być szczególnie miła, czasem w czymś mamę wyręczyć.
A dorośli? Najczęściej z bukietem róż idą do mamy… na kawę. Tak się jakoś u nas przyjęło, że to Mama krząta się w kuchni wokół swoich gości. A przecież jest tyle sposobów, żeby nie musiała tego robić. Wystarczy z okazji Jej święta wykazać trochę pomysłowości: zabrać ją na koncert, ciekawy film, czy sztukę teatralną, zaprosić do kawiarni czy samemu zorganizować poczęstunek.
Jest tyle rzeczy, za które powinniśmy Jej podziękować, że aż nie wiadomo od czego zacząć i pewnie kartki by zabrakło, żeby to wszystko wymienić. I choć teraz czasem już niedosłyszy, gorzej widzi, jest schorowana i często zapomina co było wczoraj, to przecież jest ciągle tą samą najkochańszą, najcudowniejszą osobą, która wydała nas na świat, która nas wykarmiła i pochylała się nad nami w łóżeczku, która nas przytulała do swojego serca, ocierała łzy, całowała i śpiewała kołysanki. Niejednokrotnie poświęcała się, aby zapewnić nam dobre wykształcenie i starała się, abyśmy wyrośli na dobrych ludzi.
Dlaczego więc teraz tak trudno powiedzieć Jej: kocham Cię Mamusiu, dziękuję Ci i przepraszam za wszystko? Ona pewnie wolałaby to znów usłyszeć zamiast dostać wielkie naręcze kwiatów, które szybko zwiędną.

Klosiek

Czy nastolatki chcą być całowane przez rodziców

Niedawno podczas zabawy, pieszczenia i całowania półrocznej Zuzi wyraziłam żal, że nasze starsze dzieci są już takie duże i nie można ich ciągle całować. Na moją uwagę niespodziewanie zareagowała najstarsza Asia, która odparła, że przecież wcale tak nie jest. Ona jak najbardziej chce i nigdy nie miała nic przeciwko całowaniu jej przez rodziców, bo przecież nas kocha i my ją kochamy. Szczerze mówiąc odrobinę mnie zaskoczyła, bo wydawało mi się, że tak troszkę „kradnę” im te całusy.   Z pewnym wahaniem stwierdziłam, że nie wiem, czy wszyscy tak myślą. No bo może dziewczyny mają troszkę inne spojrzenie na tę kwestię niż chłopaki. Po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że skoro już o tym rozmawiamy, to trzeba rozwiać wszelkie wątpliwości. Poszłam więc zapytać syna. Jacek zdziwił się, gdy zapytałam go, czy mogę go całować. Pewnie się przestraszył, czego od niego chcę  hehe i kto wie, co o mnie pomyślał  wstyd , bo powiedział: no nie wiem… Szybko dodałam więc: no wiesz np. na dobranoc. Wtedy uśmiechnął się i odpowiedział: chyba tak. No i tym sposobem uzyskałam zgodę nastolatków na wyrażanie mojej miłości poprzez buziaki. Oczywiście wiem, że nie zawsze i nie wszędzie jest to dozwolone, ale w zaciszu domowym nawet nastoletni chłopak nie ma nic przeciwko temu. A może nawet  potrzebuje takich rodzicielskich dowodów miłości? ( chociaż głośno się do tego nie przyzna ).

Pierwsze krzesełko Zuzi

Wczoraj tatuś przywiózł Zuzi prezent od cioci – pierwsze krzesełko. Gdy rozpakowywaliśmy i składaliśmy nowy mebel mała spała snem sprawiedliwego. Po jakiś 3 godzinach otworzyła oczy i z łobuzerską miną zaczęła się uśmiechać i po swojemu opowiadać, co też jej się śniło :) Kiedy już wszystkie kosteczki zostały przeciągnięte i rozprostowane, wzięłam ją na ręce i pokazałam kolorowe krzesełko, po czym usadowiłam wygodnie i czekałam na reakcję.
Najpierw była troszkę zdziwiona, co też się stało i gdzie się znalazła, ale po chwili z wielkim entuzjazmem zaczęła bębnić grzechotkami w plastikowy blat. To dopiero była zabawa. I jeszcze ten wspaniały hałas, który można samemu robić, uderzając rączkami i wszystkim, co wpadnie w łapki… A do tego można też zrzucać zabawki na podłogę, patrzeć na nie z góry i czekać, aż ktoś je podniesie. Była zachwycona, że bawimy się razem z nią. Na buzi pojawił się piękny uśmiech, a chwilami wielkie skupienie – gdy gryzaczek nie chciał dać się złapać małej rączce.
My cieszymy się najbardziej z tego, że wreszcie będziemy mogli w miarę normalnie jeść przy stole, nie trzymając Zuzi na kolanach. Było to mało wygodne i trudne, zwłaszcza że jej aktywność coraz bardziej wzrastała. Stawało się to już niebezpieczne, bo machała rączkami, łapała za obrus i talerze, a najbardziej interesowały ją podnoszone do ust szklanki z herbatą. Nie polecam tego sposobu jedzenia, bo uważać trzeba zawsze, ale lepiej nie prowokować losu i nie stwarzać okazji do wypadków.
Tak więc od teraz Zuzanna będzie towarzyszyć nam przy stole w swoim specjalnie przystosowanym krzesełku i z czasem w tym właśnie miejscu rozpocznie naukę samodzielnego jedzenia. Ale na to jeszcze trochę za wcześnie.

Każdemu przyda się trochę kultury

Ostatnio jakoś często udaje mi się wybywać z domu tzn. trafiają mi się okazje różnych spotkań towarzyskich, a moja wspaniała rodzinka ( tu wielki ukłon w ich stronę  hahaha ) stara się tak zorganizować, abym mogła w nich uczestniczyć.
Parę dni temu zadzwoniła moja przyjaciółka i zaproponowała mi wyjście do filharmonii na koncert pt. „Najpiękniejsze przeboje XX wieku”. Zareagowałam z wielkim entuzjazmem, bo już nie pamiętam kiedy miałam do czynienia z kulturą przez duże K. No i wreszcie wczoraj był ten cudowny wieczór. Nie jestem wielką melomanką, ale od czasu do czasu dobrze jest posłuchać czegoś innego niż Radio Złote Przeboje. Poza tym wiąże się to z odświętnym strojem, bezpośrednim kontaktem z artystami, szczególną atmosferą, jaka wytwarza się wśród słuchających i obecnością w pięknej sali filharmonii. I chociaż artystami okazali się być studenci i uczniowie szkoły muzycznej, to grali tak pięknie, że aż otrzymali owacje na stojąco. Naprawdę zasłużyli sobie na nie. Najbardziej podobał mi się młody człowiek ( a właściwie jego gra ) grający na klawesynie. Po prostu mistrzostwo świata. Machał pałeczkami ( to się pewnie zupełnie inaczej nazywa ) tak szybko, że momentami prawie nie było ich widać. Byłam pod wrażeniem.
A po koncercie wróciłam do domu, gdzie w łóżeczku spała już słodko mała Zuzanna, przed TV siedziała Aśka i oglądała Zakochaną złośnicę, a Jacek i Karolina uczyli się w swoich pokojach.
Usiedliśmy z mężem przy kolacji i w spokoju prowadziliśmy miłą pogawędkę. Po prostu sielanka.
Stwierdziłam, że kultura „wyższych lotów” wpływa na kulturę w ogóle, na życie rodzinne i towarzyskie. Dobrze jest od czasu do czasu zobaczyć dobry film, sztukę teatralną, czy posłuchać koncertu. Ja zrobiłam sobie mocne postanowienie, że będę bywać częściej w świecie kultury. Może już niedługo uda się zabrać na jakąś wystawę naszą najmłodszą córeczkę…

Zuzanna skończyła 6 miesięcy

Czas biegnie tak szybko, że nawet się nie obejrzałam , jak minęło pół roku od narodzenia naszej najmłodszej córeczki. Jest teraz taka rozkoszna, że nie sposób się przy niej nie zatrzymać choć na chwilę. Po prostu trzeba na nią popatrzeć, pobyć z nią, uśmiechnąć się choćby się było w najgorszym humorze. Ma w sobie taką radość życia, że rozsiewa ją dookoła siebie i dzieli między członków rodziny. Cieszy się ze wszystkiego: że mama idzie z butelką mleka, że zmienia się jej pieluszkę, że nareszcie będzie kąpana ( to chyba najprzyjemniejsza chwila w ciągu dnia ), że może bawić się swoimi grzechotkami i gaworzyć do woli.
Czasem się zastanawiam, gdzie ta niemowlęca radość znika z wiekiem. Dlaczego w oczach nastolatków i dorosłych brak tych wesołych iskierek a usta często wyginają się, ale w drugą stronę.
Zuzia obserwuje wszystkich bardzo uważnie i często próbuje naśladować różne odgłosy. Ostatnio podchwyciła „kaszelek” i z upodobaniem zabawia się tym nowym dźwiękiem w łóżeczku. Dziś została na trochę z babcią, a po powrocie usłyszałam, że dziecko kaszle. I babcia wyglądała na bardzo zmartwioną.  Musiałam jej przypomnieć, że kilka dni temu sama bawiła się z małą w ten sposób… Ta zabawa wystarczyła, aby Zuzka pojęła jak wydać z siebie taki dźwięk.
Mała coraz lepiej siedzi i widać, że sprawia jej przyjemność samodzielne sięganie po rozłożone obok zabawki. Czasem plecki się męczą i wtedy opiera się na rączkach. Wygląda wtedy troszkę, jak żabka i jest dla mnie sygnałem, że czas położyć dziecko, aby kręgosłup odpoczął.
Zuzka nadal pozostaje wielkim śpiochem, co mi wcale nie przeszkadza. Nie poddaje się książkowym regułom i robi sobie 2 długie drzemki przed południem oraz jedną długą lub 2 krótsze po południu. Oprócz tego normalnie przesypia ok. 8 godzin w nocy.
Rośnie, jak na drożdżach i nie ma z nią problemów. Kochamy ją wszyscy bardzo i ona o tym wie. Patrzy domownikom w oczy i robi do nas swoje śmieszne minki. Uwielbia obserwować swoje starsze siostry i brata. Cieszy się zawsze, gdy do niej podchodzą. Mam nadzieję, że ta więź pozostanie między nimi na zawsze.