Wdzięczność

     Jutro ostatni dzień 2010 roku, czyli Sylwester. Magiczna noc zabaw, imprez, wystrzałów petard i fajerwerków.
Należę do osób, które nie lubią tego dnia, a raczej całej tej przesadnej i sztucznej radości. Koniec roku nastraja mnie raczej melancholijnie. Jest to dla mnie czas przemyśleń, wspomnień, postanowień…

Grudzień był w tym roku dla mnie jak znak, przesłanie, list od Boga. Wszystko mi mówi CIESZ SIĘ Z TEGO, CO MASZ. Znajduj radość w każdym przeżytym dniu, w każdej chwili życia. To jest dar dla ciebie.

Najpierw chora Zuzia z wysoką gorączką i nie dającym spać katarem i kaszlem. Wydawałoby się smutek, a jednak nasza Kruszynka uśmiechała się do nas, gdy tylko spadała jej gorączka. Potrafiła cieszyć się ze wszystkiego – że sikorki przyleciały do powieszonego za oknem jedzonka – że piesek szedł na spacer – że poczytałam jej książeczkę. Każdy miły drobiazg wywoływał na jej twarzy śliczny uśmiech.
Wtedy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać. Chyba powinnam nauczyć się naśladować moją córeczkę…

Połowa grudnia – wypadek samochodowy w rodzinie. Szczęśliwie skończyło się na wstrząśnieniu mózgu i wielu siniakach.
I znowu sygnał dla mnie – życie to dar. Tak łatwo je stracić. Co zrobiłam w tym życiu? Czy umiem się z niego cieszyć?

Kilka dni później poważna choroba mojej małej chrześniaczki. Szkarlatyna, podejrzenie zapalenia opon mózgowych, sepsy…
Szpital i ciężkie chwile dla jej rodziców i całej rodziny. Wigilia i Boże Narodzenie z dzieckiem leżącym pod kroplówką.
Smutek przeplatający się z nadzieją, w oczach łzy i niepewność. A jednak to był kolejny znak dla mnie. Sygnał, że trzeba się oderwać od ziemskich doczesnych spraw i zaufać Jemu – Małemu Dziecku w grocie Betlejemskiej.

I chociaż borykamy się z wieloma problemami dnia codziennego, jestem wdzięczna za cały mijający rok: za miłość, rodzinę, zdrowie, przyjaźń, za napotkanych ludzi, za doświadczenia dobre i złe. Za chwile radości i załamania. Za bycie żoną i matką. Z każdym nowym zdaniem zdaję sobie bardziej sprawę, że nie dam rady podziękować za każdy przeżyty dzień.

Zachowam więc moją wdzięczność w sercu.

Klosiek

Anioł Stróż

     Jesteśmy właśnie na etapie nauki pierwszej modlitwy. Zuzia nie była dotąd zbyt chętna do powtarzania jej słów. Trwało tak, dopóki tata nie wytłumaczył jej, że to tak, jak wierszyk. Nie jest to raczej wierne tłumaczenie słowa „modlitwa” :) W wypadku naszego dziecka podziałało jednak cudownie. Od następnego dnia Zuzka zaczęła mówić z nami wierszyk do aniołka.

Często rano każdy biega i coś jeszcze pilnie musi zrobić. Panuje więc ogólny chaos i zamieszanie. Biegiem wypadamy z domu i dopiero w samochodzie polecamy się opiece Bożej.

Ostatnio zima daje nam mocno w kość. Warunki na drogach są fatalne, a czas powrotu do domu wydłużył się z godziny do dwóch… Siedząc z Zuzią w samochodzie powiedziałam coś na temat złej pogody i że muszę bardzo uważać jak jadę. Moja maleńka córeczka spytała: źle widzisz mamusiu? To musisz pomodlić się do aniołka. Zaskoczyła mnie całkowicie, ale skoro kazała… Posłusznie odmówiłam Aniele Boży Stróżu mój. Nasz Anioł doprowadził nas bezpiecznie do domu.

Wierzę, że dzieci mają intuicję, przeczucie. Nie wiem, jak to nazwać. Są po prostu bliżej Boga niż my. Zuzia już nie pierwszy raz „kazała” nam się modlić za kogoś lub o coś. Ona chyba wie więcej niż my.
Aniele Boży… strzeż nas ode złego.

Klosiek

Śmieszne powiedzonka

    Zuzka z każdym dniem doskonali swoją mowę i coraz wyraźniej wymawia poszczególne wyrazy. Dziś poprosiła mnie o kokeczke i zaraz sama poprawiła się – książeczke mamusiu.
Słucham jej z radością i jednocześnie z pewnym żalem, że tak szybko rośnie. Zdaję sobie sprawę, że za jakiś czas nie usłyszę już jej zabawnych sformułowań i nazw utworzonych przez nią samą dla określenia ludzi i przedmiotów.

Jej ukochana siostrzyczka Karolina powoli przestaje być NIANIKĄ, a zmienia się w Koralinkę :) Postanowiłam zapisywać etapy słowotwórstwa Zuzanki, ponieważ wiem z doświadczenia, że mimo najszczerszych chęci, za jakiś czas ulecą z naszej pamięci.

Obecnie Zuzia tworzy nowe przyimki… Jest ich całe mnóstwo. Powstają w zależności od następującej po nich pierwszej sylaby kolejnego wyrazu. Brzmi to mniej więcej tak:

  • na przykład – pa przykład
  • na balkon – ba bakon
  • na kolanka – ko kolanka
  • na pupie – pa pupie
  • na kocyku – ko kocyku
  • na podłodze – po podłodze
  • na krzesełku – ka krzesełku

Poza tym Zuzia jest bardzo rozmowna i buzia nie zamyka jej się od rana do wieczora.
Od kilku dni chętnie słucha czytanych bajek. Dotąd musiałam jej opowiadać co się dzieje na przedstawianych w książeczkach obrazkach. Czytanie ją nudziło i natychmiast zabierała mi książkę. Teraz z kolei zamęcza nas, żeby czytać jej w kółko jedną i tą samą bajkę. Nieraz znam ją już prawie na pamięć, a Zuzia woła: jeście mi pocitaj mamusiu. No i czytam -nasty raz, a Zuzia cieszy się, jakby słyszała wszystko po raz pierwszy.

Taka jest ta nasza Zuzia.

Klosiek