Pierwsze krzesełko Zuzi

Wczoraj tatuś przywiózł Zuzi prezent od cioci – pierwsze krzesełko. Gdy rozpakowywaliśmy i składaliśmy nowy mebel mała spała snem sprawiedliwego. Po jakiś 3 godzinach otworzyła oczy i z łobuzerską miną zaczęła się uśmiechać i po swojemu opowiadać, co też jej się śniło :) Kiedy już wszystkie kosteczki zostały przeciągnięte i rozprostowane, wzięłam ją na ręce i pokazałam kolorowe krzesełko, po czym usadowiłam wygodnie i czekałam na reakcję.
Najpierw była troszkę zdziwiona, co też się stało i gdzie się znalazła, ale po chwili z wielkim entuzjazmem zaczęła bębnić grzechotkami w plastikowy blat. To dopiero była zabawa. I jeszcze ten wspaniały hałas, który można samemu robić, uderzając rączkami i wszystkim, co wpadnie w łapki… A do tego można też zrzucać zabawki na podłogę, patrzeć na nie z góry i czekać, aż ktoś je podniesie. Była zachwycona, że bawimy się razem z nią. Na buzi pojawił się piękny uśmiech, a chwilami wielkie skupienie – gdy gryzaczek nie chciał dać się złapać małej rączce.
My cieszymy się najbardziej z tego, że wreszcie będziemy mogli w miarę normalnie jeść przy stole, nie trzymając Zuzi na kolanach. Było to mało wygodne i trudne, zwłaszcza że jej aktywność coraz bardziej wzrastała. Stawało się to już niebezpieczne, bo machała rączkami, łapała za obrus i talerze, a najbardziej interesowały ją podnoszone do ust szklanki z herbatą. Nie polecam tego sposobu jedzenia, bo uważać trzeba zawsze, ale lepiej nie prowokować losu i nie stwarzać okazji do wypadków.
Tak więc od teraz Zuzanna będzie towarzyszyć nam przy stole w swoim specjalnie przystosowanym krzesełku i z czasem w tym właśnie miejscu rozpocznie naukę samodzielnego jedzenia. Ale na to jeszcze trochę za wcześnie.

Kiedy zacząć urozmaicać dietę niemowlęcia

Obecnie preferuje się wprowadzanie nowych pokarmów w 5 miesiącu życia – jeśli dziecko jest karmione sztucznie i w 6 mies. – jeśli karmione jest naturalnie. Pamiętajcie jednak, że są to tylko ogólne, uśrednione ramy czasowe, których nie zawsze trzeba się sztywno trzymać.
Mój 16letni obecnie syn odmówił picia mleka w wieku 3 miesięcy.Bałam się, że coś jest z nim nie w porządku i wezwałam lekarza. Na szczęście malec okazał się całkowicie zdrowy. Lekarz wytłumaczył mi wtedy, że zdarzają się dzieci, które nie chcą pić mleka i trzeba im wtedy wprowadzić do diety nowe składniki. Wtedy był to robiony domowym sposobem ( ze zsiadłego mleka ) twarożek i jabłuszko. Nie polecam tego nikomu, bo chociaż syn wyrósł zdrowo to obecnie tyle się słyszy o wszelkiego rodzaju alergiach, że sama nie odważyłabym się dać czegoś podobnego do zjedzenia naszej małej Zuzi. Mimo że trójkę starszych dzieci wychowałam na owocach i warzywach z własnej działki to teraz kupuję słoiczki z gotowymi zupkami i deserkami. Nie jestem pewna czy jest w nich mniej chemii, niż w warzywach kupionych na straganie, ale coś trzeba wybrać i komuś wierzyć.
Zgodnie z zaleceniem książkowym zaczęłam wprowadzać pierwszedeserki na początku 5 mies. życia Zuzi, ale mała miała duże kłopoty zpołykaniem pokarmu. Nie umiała przesunąć małej porcji w kierunkuprzełyku. Często się krztusiła i miała odruch wymiotny. Ponieważ wdalszym ciągu ulewała duże ilości pokarmu po jedzeniu, dałam jej isobie spokój. Postanowiłam poczekać jakiś czas, żeby jej niezniechęcić. Potem lekarz zmienił córce mleko, więc znów czekałam, ażprzystosuje się do nowego. W sumie więc przerwa trwała dość długo, bookoło trzy tygodnie. Gdy ponownie zaczęłam próby z jedzeniem łyżeczkąokazało się, że wszelkie przeszkody zniknęły, a Zuzia nawet samaotwiera buzię, żeby dać jej jeszcze.
Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto być cierpliwym i nie trzymać się sztywno książkowych instrukcji. Jeśli dziecko prawidłowo się rozwija i przybiera na wadze to nie ma znaczenia, jeśli pozna smak nowych potraw o miesiąc później czy wcześniej. Jeśli będziemy postępować na siłę może to natomiast wywołać u dziecka odwrotny skutek,czyli niechęć do jedzenia w ogóle.