Bioenergoterapia

Wczoraj odwiedziliśmy z Zuzią naszego znajomego bioenergoterapeutę. Mała co parę dni ma kłopoty z trawieniem: bardzo jej się ulewa – cały zjedzony pokarm chlusta z niej gwałtownie i wielokrotnie. Czasem miewa też wzdęcia, gazy i kłopoty z wypróżnianiem. Wynika to z niedojrzałości układu pokarmowego i przejdzie wraz z upływem czasu, ale nie możemy patrzeć bezczynnie, jak się dzieciątko męczy. Korzystamy z pomocy pewnego pana już od kilku lat i na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że to pomaga. Wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Zależy po prostu kto na kogo w życiu trafił. Jest na pewno wielu oszustów i szarlatanów i dlatego trzeba uważać.
W mojej rodzinie ten człowiek zdziałał wiele dobrego. To nie jest cudotwórca, ale potrafi swoją energią wzmocnić i pobudzić do działania odpowiednie organy tak, że choroba ustępuje.
Pomógł na przykład mojemu bratankowi, który urodził się w 33 tygodniu ciąży i wg opinii lekarzy nigdy nie miał samodzielnie chodzić! W wieku 2 lat chłopiec zrobił pierwsze niepewne kroki. Dziś chodzi już samodzielnie do szkoły i chociaż nie jest tak sprawny, jak inne dzieci, to jednak nie jest zmuszony poruszać się na wózku inwalidzkim.
Miałam okazję również zobaczyć działanie i siłę tego człowieka na monitorach szpitalnych rejestrujących pracę serca. Gdy mój tato po zapaści walczył o życie i jego serce waliło, jak oszalałe, brat poprosił o pomoc „naszego” bioenergoterapeutę. W czasie krótkiej rozmowy telefonicznej, gdy skierował swoje siły na tatę, serce powoli zwalniało swój bieg i powracało do normy. Tata ostatecznie w tej walce przegrał, ale wiem, że ten człowiek może zdziałać wiele.
Wracając do Zuzi… i do jej kłopotów trawiennych. Wczoraj jeszcze w trakcie wizyty – wypróżnienie. Zaraz po powrocie do domu, kolejny raz i dziś rano jeszcze 2 razy. Tak jakby pod wpływem jego działania chciała oczyścić swój organizm. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni. Mam nadzieję, że poprawę.