Gorsza mama

Od dziś nasze maleństwo będzie dostawało tylko butelkę, bo mój pokarm niestety się skończył. Zuzia od 3 tygodnia była dokarmiana butelką. I tu już słyszę głosy: dlaczego, trzeba walczyć żeby utrzymać pokarm, mleko matki jest najlepsze dla dziecka…
Ja to wszystko wiem i chciałam karmić córkę piersią, podobnie jak starsze dzieci. Ale może nie byłam wystarczająco silna? Może za wcześnie przestraszyłam się że dziecko jest głodne? Może nie wytrzymałam bólu krwawiących brodawek? Jest wiele przyczyn, dla których Ty i ja zdecydowałyśmy się włączyć mleko modyfikowane do diety dziecka. Czy jesteśmy przez to gorszymi matkami?
Przyznam, że tak się często czułam i wstydziłam się, gdy ktoś pytał mnie o karmienie. No bo jak to? Przecież wiadomo, że dobra matka daje dziecku to, co najlepsze. Więc odpowiadałam głośno, że tak karmię piersią i po cichutku dodawałam, że dokarmiam butelką.
Ale czy tak powinno być? Kocham moje dziecko i chcę być jak najlepszą matką. Kto dał prawo innym do oceniania mnie?
Moje dziecko jest szczęśliwe, kochane przez całą rodzinę, wiecznie uśmiechnięte i rozwija się wspaniale. Ja jestem szczęśliwa patrząc na nie.
Tylko te nieznośne pytania: KARMISZ PIERSIĄ??

Problemy z laktacją

Zuzanna skończyła już 2 tygodnie. Udało mi się szczęśliwie i bez szwanku przeżyć trudne dni tzw. nawału mlecznego.

Wiem już z doświadczenia czym się kończy zaleganie pokarmu w piersiach: tworzą się bolesne guzki, piersi powiększają się i wręcz pękają od tworzącego się nieustannie mleka. Jeśli dziecko słabo i żadko ssie, wtedy jedyną pomocą jest dobry laktator, który skutecznie opróżni piersi. W przeciwnym razie ból się nasila i po kilku godzinach nie można się już dotknąć, pojawia się gorączka i zapalenie wewnętrzne. Dwukrotnie już przeżyłam wyciskanie zalegającego mleka przez moją przyjaciółókę – położną, która bezlitośnie siadała na mnie okrakiem i rozmasowywała mi guzki. Wyzywałyśmy się nawzajem i krzyczałyśmy wniebogłosy.

Tym razem pojawił się inny problem – Zuzka jest ciągle głodna, a ja nie nadążam za jej potrzebami. Właściwie to nie ja tylko moja „produkcja”. Wczoraj wieczorem miałam nawet z tego powodu małego doła. No bo co ze mnie za matka, która nie potrafi nakarmić swojego dziecka. Niby wiem, że to nie moja wina, przystawiam Zuzię do piersi tak często, jak to możliwe. Czasem siedzę z nią całymi godzinami, a to i tak nic nie daje. Mała jest głodna, a ja jestem wykończona. No i musiałam się poddać. Zaczęłam trochę dokarmiać córcię sztucznym mlekiem. Od razu zrobiła się spokojniejsza i dłużej śpi. Więc chyba mimo wszystko, tak jest lepiej dla nas obu??