Kłótnie nastolatek

Mam w domu dwie kochane i kochające się nastolatki, ale potrafią zaleźć za skórę i świętego wyprowadzić z równowagi. Jedna za drugą tęskni, gdy się nie widzą. Jedna o drugiej myśli i przjmuje się jej problemami, ale…
Gdy tylko są razem w pokoju zaczynają się awantury. Bo muzyka za głośno, albo nie taka, jak trzeba. Bo bałagan na biurku i kurz na półkach. Bo teraz moja kolej, żeby posiedzieć przy komputerze. Bo któraś ubrała bez pozwolenia jakiś ciuch należący do drugiej itp. itd.
Czasem trudno mi to wytrzymać. Staram się je zrozumieć, bo bycie nastolatką nie jest sprawą łatwą. Jest to okres buntu i chęci udowodnienia, że jest się już prawie dorosłą osobą. Hormony wpływają na nastroje tak, że w jednej chwili są radosne, podekscytowane i szczęśliwe, a za moment pojawia się całe mnóstwo niepokojów, trosk i wątpliwości, które doprowadzają do wisielczego humoru. I wtedy ratuj się kto może :) lepiej im schodzić z drogi.
Ja też kiedyś przez to przechodziłam i pamiętam moje kłótnie i … bitwy z bratem. O zgrozo, czasem się nieźle poturbowaliśmy. Jednak, gdy braciszek coś przeskrobał i czekała go surowa kara, stawałam za nim murem. No tak, to dlaczego dziwię się moim córkom??
Nie dziwię się tylko marzę, żeby już z tego wyrosły. Starsza już prawie ma to za sobą, ale młodsza ( 14 lat ) tkwi w tym po uszy i nie widać, żeby coś się miało nagle zmienić. Musimy uzbroić się w cierpliwość i starać się rozładowywać napięcia. Kłótniom sprzyja też ciasnota mieszkaniowa. Nie mamy możliwości, żeby je rozdzielić, co pewnie poprawiłoby sytuację. Każdy przecież marzy, żeby mieć własny kąt, w którym można by się zaszyć i spokojnie pomyśleć a nie słuchać ciągle uwag i pouczeń.

Ulubione

Minął kolejny dzień życia Zuzanki. Cała rodzinka z zachwytem patrzy, jak to maleństwo szybko się rozwija. Zwłaszcza najstarsza ( dobijająca do 18stki ) siostra często stwierdza, że teraz Zuzia jest taka fajna.
Ma już swoje ulubione zabawki, które wywołują uśmiech na twarzy: miękką lalę, grzechotkę z zawieszonymi krówkami i niebieski gryzaczek.
Najbardziej cieszy się jednak, gdy podchodzi się do niej, obdarza ją uśmiechem i zagaduje w niemowlęcym języku. Wtedy buzia otwiera się w szerokim uśmiechu, rączki i nóżki podskakują radośnie i zaczyna się długa przemowa: ghr, gu, gi, ahr. Uwielbia wręcz gaworzyć z buzią pełną śliny. Wtedy wychodzi jej przepiękne, francuskie „rrr”.
Najwspanialszym miejscem do leżenia jest …. przewijak. Doprawdy nie wiem, co my zrobimy, jak z niego wyrośnie. A już teraz zajmuje na nim praktycznie całe miejsce i trzeba uważać, żeby się nie skulnęła przy swoich gimnastycznych ćwiczeniach i przeciąganiu się.
Najlepsza w zabawianiu Zuzi jest młodsza siostra – Karolina. Chociaż mała jest bardzo pogodna i właściwie do każdego domownika chętnie się śmieje, to jednak najlepiej „rozumieją się” właśnie one. Myślę, że jak już nauczy się mówić, to powie, że Kalola to jej ulubiona siostra  hahaha

Miłość nastolatki

Tak niedawno byłam nastolatką, a teraz patrzę na moje dorastające córki i obserwuję ich pierwsze wzdychania, nadzieje, rumieńce zażenowania i błyszczące oczy. Te pierwsze zakochania są piękne i zarazem trudne. No bo jak tu sprawić, żeby „obiekt” westchnień zwrócił wreszcie uwagę? Co powiedzieć, gdy podejdzie, żeby się nie wygłupić? Co zrobić z adoratorem, do którego serce nie ciągnie? Oj, pamiętam te wszystkie problemy, jakby to było wczoraj. Sama byłam nieśmiała i miałam wiele problemów z nawiązaniem kontaktu z płcią przeciwną. Rozumiem więc moje panienki i staram się je wspierać i podtrzymywać na duchu. Mam nadzieję, że to im troszkę pomaga.
Miłość przez duże M przyjdzie na pewno w swoim, najodpowiedniejszym czasie. Bądźcie cierpliwe. Warto na nią poczekać.