Zuzanka skończyła 8 miesięcy

     W niedzielę nasza mała córeczka skończyła 8 miesięcy. Z każdym dniem jest coraz bardziej „chętna do wszystkiego”.
Doskonale radzi sobie z siedzeniem (chociaż jeszcze sama nie siada). W tej pozycji opanowała już swoje ciało na tyle, że potrafi oglądać się za siebie i nie przewrócić się. Sięga daleko leżące zabawki, skręca się we wszystkich kierunkach i nie traci równowagi. Ostatnim osiągnięciem jest składanie się w siadzie na pół i kładzenie główki na materacu bez odrywania pupy od podłoża. Wygląda to niesamowicie i jest powodem wybuchów radości całej rodziny.
Zuzia gaworzy z wielką chęcią i radością. Potrafi modulować głos i intonuje swoje „zdania”. Reaguje ślicznym uśmiechem na widok znajomych sobie osób. Przestała bać się obcych i nie płacze już za każdym razem, gdy ktoś zagląda do wózka.
Nadal ulubionym momentem dnia jest kąpanie. Już samo wejście do łazienki wywołuje pozytywne emocje. Chlapanie się w wodzie i fikanie nóżkami to czysta przyjemność. Wspaniałe są też pieszczoty i brykanie z tatusiem. Uwielbia w ramionach taty frunąć wysoko i wskakiwać do wanienki. Chwyta tatę za szyję, śmieje się głośno i czeka na swoją porcję całusów. Potem wydaje z siebie radosne okrzyki i wesoło klepie tatę po ramionach.
Ostatnio postanowiła sprawdzić, jak to jest w pozycji pionowej i najchętniej pobiegłaby za swoim rodzeństwem. Ponieważ nóżki są jeszcze malutkie i słabe nie jest to jeszcze możliwe, ale nie ustaje w próbach chodzenia. Najbardziej zadowolona jest, gdy trzymana pod paszki może ćwiczyć przebieranie nóżkami. Zawzięcie tupie piętami i wygląda, jakby biegła.
Skróciła sobie spanie dzienne do jednej drzemki przed południem (ok. 2 godz.) i jednej po południu (ok. 0,5 godz.). W nocy za to śpi od 21 do 8 a nawet 9. Niestety dokuczają jej wyżynające się ząbki i czasem przebudza się z płaczem. Smaruję jej dziąsła specjalnym żelem, a czasem daję też Nurofen. Chyba skutkuje, bo po krótkim czasie zasypia.
Dziecinka wie już, kiedy się na nią patrzy i podziwia. Uśmiecha się wtedy radośnie i popisuje się zabawiając wszystkich.

Klosiek

7 miesięcy Zuzanki

     Nasza mała córeczka skończyła już 7 miesięcy prawie dwa tygodnie temu a ja jeszcze nic o tym nie napisałam. Nadrabiam więc zaległości.
Po pierwsze Zuzia siedzi zupełnie samodzielnie bez podpierania i jest z tego powodu bardzo dumna. Bawi się w tej pozycji zabawkami. Sięga po tę, którą sama chce i przeważnie macha nią zawzięcie we wszystkie strony. Potem wkłada ją do buzi i sprawdza, czy nie da się jej zjeść :) Ostatnio, gdy poczuła się już w siadzie całkiem pewnie, zaczęła bujać się i podskakiwać. Gdy jest oparta pleckami o kanapę, z radosnym okrzykiem i uśmiechem odbija się o nią, aż wszystko się rusza. Z wielkim upodobaniem kula się też z plecków na brzuszek i odwrotnie. Bardzo lubi spać na boczku opierając się nóżkami o szczebelki łóżeczka lub na brzuszku. Odkąd zmiana pozycji nie stanowi dla niej problemu, często znajduję ją rano w łóżeczku właśnie leżącą na brzuszku, przytuloną do ulubionej mięciutkiej myszki. Obudzona podnosi się wysoko na przedramionach i kuka do mnie przez szczebelki z wesołą minką.
Spróbowała też i rozsmakowała się w podskakiwaniu na nóżkach. Dotąd fikała i przebierała nóżkami podczas zabaw w kąpieli. Gdy tatuś wkładał ją do wanienki lub trzymał pod paszki, wyglądało jakby chciała zwyciężyć wyścig pokoju. Teraz podskakuje sobie, gdy tylko nadarzy się po temu okazja.
Zrobił się z niej wielki przymilasek. Gdy trzyma się ją na rękach, łapie rączkami za szyję, wtula się i często szeroko otwartą buzią dotyka do policzka. Wygląda to tak, jakby chciała dać wielkiego buziaka. Aż serce się rozkleja w tych momentach. Moje starsze dzieci też uwielbiają się z nią pieścić.
Rozpoznaje wszystkich domowników i osoby, z którymi się częściej widuje. Na widok obcych, zaglądających do wózka ludzi, przeważnie bardzo się wstydzi i odwraca główkę w drugą stronę.
Potrafi już bawić się w proste zabawy, jak np. „a kuku”. Obecnie uczy się robić „kosi kosi łapci” i dawać „piątkę”. Cieszy się przy tym ogromnie.
Nadal bardzo interesują ją własne stópki i nie przepuści żadnej okazji, żeby je posmakować  hahaha .
Coraz ładniej je nowe potrawy. Najpierw smakuje powoli, co tam jej dają i potem szeroko otwiera buzię, żeby dać jej jeszcze.
Zaczęłam sama gotować jej zupki, bo te gotowe są bardzo drogie a z jednej pensji ciężko utrzymać 6-cio osobową rodzinę. Odszukałam w internecie stronkę z przepisami dla maluchów i muszę przyznać, że przygotowanie obiadków nie stanowi problemu. Gotuję zwykle trochę więcej i zamrażam w słoiczkach na następny raz. Opisuję sobie na karteczkach jaka to zupka i kiedy przygotowana, żeby za długo nie stały. Zmieniam też Zuzi menu, żeby codziennie nie jadła tego samego. Gotowanie dla małej nie zajmuje dużo czasu i robię to przeważnie w trakcie gotowania dla reszty rodzinki. I tak Zuzia posmakowała już cukinię, brokuły, kalafior, buraczki… Wszystko je z wielkim apetytem. No nie wszystko. Nie lubi gotowych deserków. Na razie więc je tylko tarte jabłuszko z bananem. Czekam na inne owoce, jak morele, maliny i będę próbowała dawać jej po troszku ze świeżych.
Dotąd nie wyrósł jej też żaden ząbek. Ślini się niesamowicie i trze dziąsełka, co jak wiadomo jest oznaką wyrzynania zębów, ale na razie w buźce jest pusto.

  

Klosiek

Dzień jak co dzień

     A u nas życie płynie sobie spokojnie z dnia na dzień. Zuzia rośnie i jest coraz sprawniejsza. Ostatnio zainteresowała się swoimi nóżkami i bardzo chętnie się nimi bawi. Najzabawniej wygląda, gdy ją przebieram i gołe nożki zadziera wysoko do góry. Łapie się za stópki i koniecznie chce włożyć sobie do buzi ( często jej się to udaje :) Uwielbia też zakładać nóżki na szczebelki łóżeczka i „wędrować” dookoła własnej osi. Robi to bardzo szybko i poprawianie jej na poduszeczce nic nie daje, bo po chwili leżą tam sobie wygodnie małe nóżki. Ćwiczy też ambitnie wkładanie smoczka odpowiednim końcem do buzi. Wcale nie jest to łatwa sztuka…
Nasza młodzież walczy ambitnie o lepsze oceny, bo koniec roku już blisko. Chciałoby się mieć dobre świadectwo, to trzeba się troszkę wysilić. Ogólnie jednak rzecz biorąc nie bardzo się chce siedzieć nad książkami, zwłaszcza, gdy na dworze świeci pięknie słońce i wiosna w pełni. To akurat rozumiem, bo też pamiętam, że w tym okresie nie było łatwo się skupić.
A Zuzia po mlecznym śniadanku i odrobinie wspólnej zabawy robi sobie dwugodzinną drzemkę ( bo noc taka krótka  ziew ). Mamusia w tym czasie zajmuje się sprzątaniem, praniem, gotowaniem i wszystkim, co wpadnie w ręce. Potem idziemy na spacer do parku, w czasie którego mała znów śpi. Dziś było bardzo gorąco i duszno, a burza na którą się zbierało już od wczoraj jakoś nie chciała do nas przyjść. Po powrocie czas na obiadek. Dziś Zuzka mnie zaskoczyła, bo po raz pierwszy z wielkim apetytem zjadła jarzynową zupkę ze słoiczka. Dotąd słabo jej to przechodziło przez zęby, których jeszcze nie ma…
Jak się mały człowiek naje, to co robi? – oczywiście znów śpi. Ciężko było zasnąć w tej duchocie chociaż oczka same się zamykały. A po południu to już tylko zabawa aż do kąpania, które po prostu uwielbia. Jest to też czas wspólnej zabawy z tatusiem. Zaśmiewa się czasem tak głośno i długo, że nie wiem czy się śmieje, czy płacze. Uderza rączkami w wodę i nic sobie nie robi z ochlapanej buzi. Przeciera twarz łapką i dalej robić fontanny.  Dziś miała tyle energii, że przy naszej kolacji zabawiała wszystkich swoimi minkami i uśmieszkami. Zasnęła dopiero koło 21:30. W samą porę, bo za oknem zaczęło grzmieć, wiać i solidnie padać. Powietrze się odświeżyło i nareszcie można swobodnie oddychać. Zaraz idę spać, bo spadające krople deszczu są piękną melodią i gwarantują kolorowe sny.

Klosiek

Zuzanna skończyła 6 miesięcy

Czas biegnie tak szybko, że nawet się nie obejrzałam , jak minęło pół roku od narodzenia naszej najmłodszej córeczki. Jest teraz taka rozkoszna, że nie sposób się przy niej nie zatrzymać choć na chwilę. Po prostu trzeba na nią popatrzeć, pobyć z nią, uśmiechnąć się choćby się było w najgorszym humorze. Ma w sobie taką radość życia, że rozsiewa ją dookoła siebie i dzieli między członków rodziny. Cieszy się ze wszystkiego: że mama idzie z butelką mleka, że zmienia się jej pieluszkę, że nareszcie będzie kąpana ( to chyba najprzyjemniejsza chwila w ciągu dnia ), że może bawić się swoimi grzechotkami i gaworzyć do woli.
Czasem się zastanawiam, gdzie ta niemowlęca radość znika z wiekiem. Dlaczego w oczach nastolatków i dorosłych brak tych wesołych iskierek a usta często wyginają się, ale w drugą stronę.
Zuzia obserwuje wszystkich bardzo uważnie i często próbuje naśladować różne odgłosy. Ostatnio podchwyciła „kaszelek” i z upodobaniem zabawia się tym nowym dźwiękiem w łóżeczku. Dziś została na trochę z babcią, a po powrocie usłyszałam, że dziecko kaszle. I babcia wyglądała na bardzo zmartwioną.  Musiałam jej przypomnieć, że kilka dni temu sama bawiła się z małą w ten sposób… Ta zabawa wystarczyła, aby Zuzka pojęła jak wydać z siebie taki dźwięk.
Mała coraz lepiej siedzi i widać, że sprawia jej przyjemność samodzielne sięganie po rozłożone obok zabawki. Czasem plecki się męczą i wtedy opiera się na rączkach. Wygląda wtedy troszkę, jak żabka i jest dla mnie sygnałem, że czas położyć dziecko, aby kręgosłup odpoczął.
Zuzka nadal pozostaje wielkim śpiochem, co mi wcale nie przeszkadza. Nie poddaje się książkowym regułom i robi sobie 2 długie drzemki przed południem oraz jedną długą lub 2 krótsze po południu. Oprócz tego normalnie przesypia ok. 8 godzin w nocy.
Rośnie, jak na drożdżach i nie ma z nią problemów. Kochamy ją wszyscy bardzo i ona o tym wie. Patrzy domownikom w oczy i robi do nas swoje śmieszne minki. Uwielbia obserwować swoje starsze siostry i brata. Cieszy się zawsze, gdy do niej podchodzą. Mam nadzieję, że ta więź pozostanie między nimi na zawsze.

Jak znaleźć dobrą nianię

Urlop macierzyński skończył mi się już dawno. Wykorzystałam też urlop wypoczynkowy za zeszły rok i jestem w trakcie tegorocznego. Chciałabym jak najdłużej pozostać z Zuzią, bo wiem jaki ten okres jest ważny w życiu dziecka. Tak gwałtownego rozwoju fizycznego i emocjonalnego nie będzie już nigdy. Czas spędzony z dzieckiem zaowocuje w przyszłości. Dlatego też myślę wraz z mężem, żeby wziąć jeszcze trochę urlopu wychowawczego. Nie może to być długi okres, bo wiadomo – urlop wychowawczy jest bezpłatny. Mając czworo dzieci nie można sobie pozwolić, aby nie pracować zawodowo i nie zarabiać pieniędzy. Potrzeb jest bowiem dużo i nie wiadomo, jak je wszystkie godzić. Ale nie o tym chciałam dziś napisać.
Żeby wrócić do pracy muszę znaleźć mądrą, dobrą, ciepłą, odpowiedzialną nianię. Babcia bowiem, która pomagała mi w wychowaniu całej trójki starszych dzieci, nie dałaby już rady opiekować się ok. 7 godzin dziennie półrocznym szkrabem. Przeglądałam wczoraj różne fora internetowe w poszukiwaniu informacji dotyczącej kwoty, jaką będę musiała poświęcić na ten cel. Wiem, że codzienny kontakt z małym dzieckiem wymaga wiele wysiłku i nie jest to praca, w której można usiąść sobie na krześle i tylko pilnować, aby nic złego się nie działo. To z pewnością duży wysiłek i duża odpowiedzialność, które powinny być odpowiednio nagrodzone. Wiem to wszystko, wiem, ale… No właśnie pozostaje, „ale”.
Ile możemy zapłacić, żeby powrót do pracy miał jakiś sens? Bo jeśli 3/4 mojej pensji pójdzie na opłacenie niani + dojazdy do pracy, to niewiele już zostanie.
To może poszukać tańszej opiekunki? Z tego, co przeczytałam – nie warto, bo osoby, które życzą sobie mniej nie mają odpowiednich kwalifikacji i może się okazać, że dziecko pozostające pod ich „opieką” wcale się nie rozwija lub w ogóle uwstecznia. Do tego pozostaje jeszcze kwestia zaufania. Czy każdą osobę zostawiłabym samą w domu z najcenniejszym moim skarbem – dzieckiem? Na pewno nie.
To jak w takim razie pogodzić wszystkie 3 rzeczy: odpowiednio wynagrodzić, zostawić część wypłaty we własnym portfelu i znaleźć osobę godną zaufania?
Trochę się załamałam i zaczęłam się zastanawiać, czy nie lepiej w takim układzie zacisnąć pasa, zmniejszyć wydatki i pozostać z Zuzią w domu? Tak źle i tak niedobrze.
W końcu przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł, ostatnia deska ratunku – zaprzyjaźnione panie emerytki. Może któraś z nich zechce zająć się naszą córeczką i nie zedrze z nas ostatniej skóry? Zobaczymy…


Kiedy zacząć urozmaicać dietę niemowlęcia

Obecnie preferuje się wprowadzanie nowych pokarmów w 5 miesiącu życia – jeśli dziecko jest karmione sztucznie i w 6 mies. – jeśli karmione jest naturalnie. Pamiętajcie jednak, że są to tylko ogólne, uśrednione ramy czasowe, których nie zawsze trzeba się sztywno trzymać.
Mój 16letni obecnie syn odmówił picia mleka w wieku 3 miesięcy.Bałam się, że coś jest z nim nie w porządku i wezwałam lekarza. Na szczęście malec okazał się całkowicie zdrowy. Lekarz wytłumaczył mi wtedy, że zdarzają się dzieci, które nie chcą pić mleka i trzeba im wtedy wprowadzić do diety nowe składniki. Wtedy był to robiony domowym sposobem ( ze zsiadłego mleka ) twarożek i jabłuszko. Nie polecam tego nikomu, bo chociaż syn wyrósł zdrowo to obecnie tyle się słyszy o wszelkiego rodzaju alergiach, że sama nie odważyłabym się dać czegoś podobnego do zjedzenia naszej małej Zuzi. Mimo że trójkę starszych dzieci wychowałam na owocach i warzywach z własnej działki to teraz kupuję słoiczki z gotowymi zupkami i deserkami. Nie jestem pewna czy jest w nich mniej chemii, niż w warzywach kupionych na straganie, ale coś trzeba wybrać i komuś wierzyć.
Zgodnie z zaleceniem książkowym zaczęłam wprowadzać pierwszedeserki na początku 5 mies. życia Zuzi, ale mała miała duże kłopoty zpołykaniem pokarmu. Nie umiała przesunąć małej porcji w kierunkuprzełyku. Często się krztusiła i miała odruch wymiotny. Ponieważ wdalszym ciągu ulewała duże ilości pokarmu po jedzeniu, dałam jej isobie spokój. Postanowiłam poczekać jakiś czas, żeby jej niezniechęcić. Potem lekarz zmienił córce mleko, więc znów czekałam, ażprzystosuje się do nowego. W sumie więc przerwa trwała dość długo, bookoło trzy tygodnie. Gdy ponownie zaczęłam próby z jedzeniem łyżeczkąokazało się, że wszelkie przeszkody zniknęły, a Zuzia nawet samaotwiera buzię, żeby dać jej jeszcze.
Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto być cierpliwym i nie trzymać się sztywno książkowych instrukcji. Jeśli dziecko prawidłowo się rozwija i przybiera na wadze to nie ma znaczenia, jeśli pozna smak nowych potraw o miesiąc później czy wcześniej. Jeśli będziemy postępować na siłę może to natomiast wywołać u dziecka odwrotny skutek,czyli niechęć do jedzenia w ogóle.

Dlaczego warto zabierać malucha na basen

Dziś po raz drugi pojechaliśmy z Zuzką na basen dla maluchów. Nasza Kruszynka z radością machała w wodzie nóżkami i rączkami, uśmiechała się i nawet gaworzyła. Wyraźnie okazywała, że sprawia jej to przyjemnośc. Zabrałam ze sobą ulotkę, z której dowiedziałam się jak bardzo korzystnie na rozwój dziecka wpływa ruch w wodzie. Brzmi to trochę jak slogan, bo takie hasło każdy zna i mógłby umieścic na kartce reklamowej. Nie każdy jednak wie, że zabawy w wodzie poprawiają koordynację i estetykę ruchów, wpływają na rozwój napięcia mięśniowego – czyli siłę pracy mięśni i sposób w jaki dziecko z nich korzysta. Regulują tor oddychania. Oddziałują na rozwój czucia i świadomości jego własnego ciała, równowagi – wszystkich zmysłów. Wszystko to ma ogromny wpływ na rozwój emocjonalny, poznawczy i społeczny małego dziecka. A co dla mnie jest równie ważne, że osiągnąc te cele można w trakcie zabawy.
Zanim jednak wybierzecie się na basen ze swoim malcem, warto sprawdzic warunki w danym obiekcie. Należy przede wszystkim zwrócic uwagę na czystośc i temperaturę wody. Dla dzieci 2-3 miesięcznych najlepsza temperatura to 36-37 stopni. Dla dzieci 4-6 miesięcznych woda może miec już 32-34 stopnie. W szatni musi byc odpowiednie miejsce do przewijania – wygodne, ciepłe, bez przeciągów. Powinno też byc łagodne zejście do wody.
Jeśli już podjęliście decyzję o rozpoczęciu przygody z wodą przyda się Wam kilka rad. Zabierzcie ze sobą przynajmniej 2 ręczniki dla dziecka. My tego nie zrobiliśmy a po prysznicu – przed wejściem do wody trzeba malucha przykryc, bo szybko marznie. Jeśli to zrobimy mając tylko jeden ręcznik, po wyjściu z wody musimy okryc dziecko wilgotnym już ręcznikiem. Konieczne też są ubranka na zmianę, bo zdarza się, że coś się nieopatrznie pomoczy. Dobrze jest również miec ze sobą mydło dla dziecka i wszelkie używane kosmetyki, aby po kąpieli umyc całe ciałko. Jeśli już nie karmicie piersią, to przyda się też butelka z mlekiem – po pływaniu w wodzie chce się nagle jeśc.
Acha – nie przyjeżdżajcie też z dzieckiem na basen na ostatnią chwilę. My zrobiliśmy tak za pierwszym razem. Aby przygotowac siebie i malucha do kąpieli potrzeba trochę czasu i warto zrobic to na spokojnie. W przeciwnym razie zestresujemy się i nici z dobrej zabawy.
Na razie tyle nowości w dziedzinie pływania. Jesteśmy debiutantami i sami dopiero się uczymy. Na dowód tego dołączam filmik.

ZuziaNaBasenie2_2.wmv

Co potrafi 5cio miesięczne niemowlę

To naprawdę niesamowite, jak szybko rozwijają się i zdobywają nowe umiejętności niemowlęta. Jestem już mamą po raz czwarty a wciąż budzi to we mnie zachwyt.
Nasza Kruszynka jest bardzo kontaktowa. Wczoraj na przykład zaśmiewała się i gaworzyła ze starszą siostrą przez 20 minut bez przerwy. Faktem jest, że potem była tak zmęczona, że zasnęła przy piciu mleczka, ale to i tak wielki wyczyn. Bardzo interesuje ją otoczenie, więc bada rączkami wszystko, co jest w jej zasięgu: zwisający obrus, obicie tapczanu, ubranie trzymającej ją osoby. Po obudzeniu szuka znajomej twarzy i obdarza ją przepięknym uśmiechem. Zresztą śmieje się bardzo często i chętnie. Rozpoznaje bliskie sobie osoby i rozmawia z nimi w swoim – niemowlęcym języku. A robi to przepięknie: do każdego „słowa” bardzo się przykłada i starannie składa usteczka. Wygląda to bardzo zabawnie i zawsze mnie rozczula. Sama bawi się zabawkami, bo potrafi już przekładać je z ręki do ręki. Oczywiście woli towarzystwo, ale ponieważ jest grzeczną dziewczynką, czasem zajmuje się sobą sama. Gdy leży na pleckach – kula się na boki i próbuje przewrócić się na brzuszek ( na razie udaje jej się to rzadko ). W pozycji na brzuchu sięga po leżące zabawki i usiłuje włożyć je sobie do buzi, wysoko unosi się na rękach i ogląda za poruszającymi się osobami. Czasem, jakby przypadkiem, przewraca się nagle na plecy ze zdziwieniem malującym się w wielkich oczach. Koniecznie chce już siedzieć, więc gdy na spacerze nie śpi, unoszę oparcie wózka, żeby mogła sobie popatrzeć na piękny świat. Nade wszystko pragnie stanąć na nóżkach i usiłuje wykorzystać do tego każdą nadarzającą się okazję. Ponieważ jeszcze jej tego robić nie wolno, więc często wisi w powietrzu na rękach rodziców lub rodzeństwa. Gdy jest zmęczona trze rączkami nosek i oczy. Kładziemy ją wtedy do łóżeczka, a ona naciąga sobie kocyk na głowę i natychmiast zasypia. Pod tym względem jest naprawdę niesamowita.

Nauka pływania niemowląt

W sobotę wybraliśmy się z naszą naszą 5 miesięczną córeczką na specjalny basen dla maluchów. Szczerze mówiąc bardzo się bałam jak zareaguje Zuzia, no bo moczenie się w wannie to przecież zupełnie co innego, jak pływanie w basenie. Moje obawy wynikały też prawdopodobnie stąd, że sama nie umiem pływać i wręcz boję się wody. Poddałam się jednak namowom męża, któremu pomysł nauczenia naszego maleństwa poruszania się w wodzie, bardzo przypadł do gustu. Dowiedziałam się od koleżanek, gdzie mieści się taki basen i w drogę.
Na miejscu z pewną rezerwą i nieufnością zaczęłam badać teren. Wszystko było jednak czyściutkie, dostosowane do potrzeb maleńkich dzieci i ich rodziców, temperatura powietrza i wody odpowiednia, woda czyściutka z minimalną zawartością chloru, wszędzie kolorowe zabawki i światełka. Nie mogłam się naprawdę do niczego przyczepić. Pozostało więc przygotować Zuzię do kąpieli. Dumny tata wkroczył z córą w ramionach do zawierającego zaledwie 70 cm wody basenu. Zuzka w specjalnej pieluszce do pływania wyglądała słodko. Zrobiła duże oczy, otworzyła buzię i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Było tam przecież tyle interesujących rzeczy. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Co ciekawe, ciałko w wodzie samo układało się do pływania a nóżki od razu zaczęły się poruszać.

Tak więc pierwsze spotkanie z „dużą” wodą udało się i mamy zamiar kontynuować ćwiczenia z instruktorem, który pomoże oswoić dziecko z wodą. Nie chodzi nam o zrobienie z małej wyczynowego pływaka, ale o zapewnienie jej prawidłowego rozwoju.
Gorąco polecam zwolennikom i przeciwnikom :)

Ząbkowanie

Zuzankę zaczynają już bolec dziąsła – strasznie się ślini, trze je wszystkim, co jej wpadnie w rączki i bardzo marudzi. Nasiliły się też ponownie kłopoty z ulewaniem pokarmu. Mała skończy w niedzielę 5 miesięcy, więc jest to mniej więcej czas, kiedy niemowlętom wyżynają się pierwsze ząbki. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale żal mi patrzec na zwykle roześmianą buźkę, która teraz krzywi się i popłakuje. W czasie picia mleka z butelki, co chwilę przerywa i zawzięcie gryzie smoczek. Przestała też tak chętnie gaworzyc, co robiła ostatnio z wielkim upodobaniem. Brakuje nam rozsyłanych dotąd uśmiechów i ślicznego szczebiotania. Zuzia nie chce też bawic się swoimi grzechotkami, ani kontynuowac nauki przekręcania się z brzuszka na plecki i odwrotnie. Jest ogólnie rozdrażniona i widac, że źle się czuje.
Zapomniałam już jak długo to może potrwac, ale zdaje się, że ząbkowanie nie „przejdzie” tak szybko… No cóż, pozostaje nam uzbroic się w cierpliwośc i miec nadzieję, że po wszystkim nasza radosna córeczka znów będzie wesołą istotką.