Moda na nieuczenie się

Ostatnio na zebraniu w gimnazjum dowiedziałam się, że panuje moda na nie uczenie się. Uczniowie chodzą sobie po prostu do szkoły i nic nie robią. Na lekcjach rozmawiają, nie prowadzą zeszytów, przeszkadzają nauczycielom i sobie, są wulgarni, wyzywająco się ubierają i krzywo patrzą na osoby, które chciałyby czegoś się dowiedzieć. Wszelkie próby zmobilizowania klasy do robienia czegokolwiek na lekcjach i poza nimi nie przynoszą efektów.
Gdybym nie miała dziecka w tej szkole, to chyba bym nie uwierzyła w tą całą historię z nieuctwem. Niestety to prawda. Próbujemy zmobilizować do pracy naszą córkę, ale jest ciężko. Ona sama skarży się, że nie może się skupić na sprawdzianie, bo jest za głośno. Z lekcji wynosi niewielką wiedzę, bo nie potrafi się skoncentrować. Oprócz tego dochodzi do głosu jej własne lenistwo no i efekty w dzienniku są słabiutkie.
Zastanawiam się czy dobrze zrobiliśmy posyłając ją do najbliższego gimnazjum? A może w innych szkołach jest podobnie tylko się o tym głośno nie mówi? Co wyrośnie z pokolenia nieuków? Jak wytłumaczyć zbuntowanej nastolatce, że uczy się tylko i wyłącznie dla siebie?
Rok temu gimnazjum skończył syn, a dwa lata temu starsza córka i nie było żadnych problemów. Czy nastąpiła jakaś nagła zmiana wśród dorastającej młodzieży, czy po prostu trafiliśmy na „wyjątkowy” skład klasy?
Uważam, że utworzenie gimnazjów i przeniesienie dzieci z dawnych klas VII do następnego poziomu w drabinie edukacji nie było dobrym pomysłem. To są ciągle duże dzieci, którym wydaje się, że po skończeniu podstawówki nagle stały się dorosłe. Nie potrafią jednak podejmować mądrych decyzji i wymagają nieustannej kontroli. Przestają się uczyć, bo myślą, że pozjadały już wszystkie rozumy. A może to wina systemu edukacji, który nie nadąża za postępem???