Czy kolor ubranka ma znaczenie?

Od pewnego czasu zastanawiam się skąd wziął się podział kolorów na różowy dla dziewczynek i niebieski dla chłopców.
Obecnie przemysł odzieżowy oferuje ubranka dziecięce w tak szerokiej gamie kolorystycznej, że naprawdę jest z czego wybierać.
Mimo to jednak często zdarza się, że gdy ubieram Zuzi coś w odcieniu niebieskim, zaglądające do mojego wózka osoby pytają czy to chłopczyk.
A przecież wybór takiego, czy innego stroju dla dziecka to kwestia przede wszystkim gustu i funkcjonalności. Czy można mieć pretensje do mamy, która zakłada swojej córeczce niebieski kaftanik, czapeczkę, czy sukienkę? Przecież w tym kolorze szat zawsze artyści przedstawiają Maryję. Niebieski kolor powinien więc jak najbardziej kojarzyć nam się z kobiecością. A jednak został przypisany małym chłopcom, a nie dziewczynkom. I chociaż trudno sobie wyobrazić mamy ubierające swoich synków na różowo to jednak w obecnych czasach nie byłoby to już „przestępstwem”.
Uważam, że w doborze ubranek dla naszych dzieci powinnyśmy się kierować przede wszystkim ich dobrą jakością i wygodą zarówno w zakładaniu, jak i w noszeniu. Kolor nie ma w tym przypadku większego znaczenia.
Nic gorszego bowiem, gdy wystrojona dziewuszka nie może się ruszać w sztywnym różowym ubranku, albo gdy chłopiec poci się w sztucznym ale za to pięknym niebieskim dresiku.
Klosiek

Jak ubierać malucha wychodząc na spacer

Od kilku tygodni pięknie grzeje nam słoneczko, a ja wciąż widzę na spacerze lekko ubrane mamusie lub babcie z dziećmi pozawijanymi w grube koce i kołderki, w ciepłych bluzach, kurtkach i swetrach. Po jakimś czasie, gdy mijałam kolejny wózek z opatulonym maluchem, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno mojej Zuzi jest wystarczająco ciepło? Sprawdziłam rączki, nóżki, kark – uff, wszystko w porządku. Dziecko było cieplutkie i co najważniejsze, nie zgrzane. Żeby rozwiać swoje wątpliwości do końca, zapytałam pielęgniarkę szczepiącą Zuzkę, jak powinno się ubierać maluchy w takie ciepłe dni. Potwierdziła moją teorię, że podobnie jak siebie.
To przecież powinno być dla wszystkich oczywiste, że dziecku też jest gorąco. Jeśli mama zakłada na siebie tylko cienką bluzeczkę to dlaczego pakuje swoje dziecko w grubą bluzę czy sweter? Nie mogę tego zrozumieć zwłaszcza, że w głębokim wózku z podniesioną budą jest jeszcze cieplej. Potem mamy się dziwią, że dzieci są niespokojne i płaczą. One wołają tak, jak potrafią: gorąco mi mamusiu.
Zaobserwowałam w parku jeszcze gorszą rzecz – ludzi opalających swoje maleństwa. Siedzi sobie na przykład para na ławeczce w cieniu, a wózek odwrócony przodem do słońca stoi kilka metrów od nich w najbardziej nasłonecznionym miejscu. Albo – mamusia czyta książkę i opala w tym czasie maleństwo w wózku. Albo – stoi tatuś na środku skwerku i wystawia twarz do słońca i podobnie podgrzewa dziecko w wózku. Aż mi się włos jeży, jak to widzę i powstrzymuję się żeby nie podejść i nie zwrócić uwagi. Ludzie, przecież skóra niemowlęcia jest niezwykle delikatna i wrażliwa. Nie wolno jej wystawiać bezpośrednio na słońce. Nawet w półcieniu buźka dziecka szybko nabiera rumieńców i opala się. Dlatego trzeba też stosować dobre kremy z filtrem zapobiegające poparzeniu. Dawka promieniowania słonecznego, która dla dorosłego jest zaledwie miłym ciepłem, może grozić maleństwu poparzeniem i udarem.
Proszę Was o więcej wyobraźni. Nie róbcie krzywdy Waszym dzieciom.