Pierwsze krzesełko Zuzi

Wczoraj tatuś przywiózł Zuzi prezent od cioci – pierwsze krzesełko. Gdy rozpakowywaliśmy i składaliśmy nowy mebel mała spała snem sprawiedliwego. Po jakiś 3 godzinach otworzyła oczy i z łobuzerską miną zaczęła się uśmiechać i po swojemu opowiadać, co też jej się śniło :) Kiedy już wszystkie kosteczki zostały przeciągnięte i rozprostowane, wzięłam ją na ręce i pokazałam kolorowe krzesełko, po czym usadowiłam wygodnie i czekałam na reakcję.
Najpierw była troszkę zdziwiona, co też się stało i gdzie się znalazła, ale po chwili z wielkim entuzjazmem zaczęła bębnić grzechotkami w plastikowy blat. To dopiero była zabawa. I jeszcze ten wspaniały hałas, który można samemu robić, uderzając rączkami i wszystkim, co wpadnie w łapki… A do tego można też zrzucać zabawki na podłogę, patrzeć na nie z góry i czekać, aż ktoś je podniesie. Była zachwycona, że bawimy się razem z nią. Na buzi pojawił się piękny uśmiech, a chwilami wielkie skupienie – gdy gryzaczek nie chciał dać się złapać małej rączce.
My cieszymy się najbardziej z tego, że wreszcie będziemy mogli w miarę normalnie jeść przy stole, nie trzymając Zuzi na kolanach. Było to mało wygodne i trudne, zwłaszcza że jej aktywność coraz bardziej wzrastała. Stawało się to już niebezpieczne, bo machała rączkami, łapała za obrus i talerze, a najbardziej interesowały ją podnoszone do ust szklanki z herbatą. Nie polecam tego sposobu jedzenia, bo uważać trzeba zawsze, ale lepiej nie prowokować losu i nie stwarzać okazji do wypadków.
Tak więc od teraz Zuzanna będzie towarzyszyć nam przy stole w swoim specjalnie przystosowanym krzesełku i z czasem w tym właśnie miejscu rozpocznie naukę samodzielnego jedzenia. Ale na to jeszcze trochę za wcześnie.

Zuzanna skończyła 6 miesięcy

Czas biegnie tak szybko, że nawet się nie obejrzałam , jak minęło pół roku od narodzenia naszej najmłodszej córeczki. Jest teraz taka rozkoszna, że nie sposób się przy niej nie zatrzymać choć na chwilę. Po prostu trzeba na nią popatrzeć, pobyć z nią, uśmiechnąć się choćby się było w najgorszym humorze. Ma w sobie taką radość życia, że rozsiewa ją dookoła siebie i dzieli między członków rodziny. Cieszy się ze wszystkiego: że mama idzie z butelką mleka, że zmienia się jej pieluszkę, że nareszcie będzie kąpana ( to chyba najprzyjemniejsza chwila w ciągu dnia ), że może bawić się swoimi grzechotkami i gaworzyć do woli.
Czasem się zastanawiam, gdzie ta niemowlęca radość znika z wiekiem. Dlaczego w oczach nastolatków i dorosłych brak tych wesołych iskierek a usta często wyginają się, ale w drugą stronę.
Zuzia obserwuje wszystkich bardzo uważnie i często próbuje naśladować różne odgłosy. Ostatnio podchwyciła „kaszelek” i z upodobaniem zabawia się tym nowym dźwiękiem w łóżeczku. Dziś została na trochę z babcią, a po powrocie usłyszałam, że dziecko kaszle. I babcia wyglądała na bardzo zmartwioną.  Musiałam jej przypomnieć, że kilka dni temu sama bawiła się z małą w ten sposób… Ta zabawa wystarczyła, aby Zuzka pojęła jak wydać z siebie taki dźwięk.
Mała coraz lepiej siedzi i widać, że sprawia jej przyjemność samodzielne sięganie po rozłożone obok zabawki. Czasem plecki się męczą i wtedy opiera się na rączkach. Wygląda wtedy troszkę, jak żabka i jest dla mnie sygnałem, że czas położyć dziecko, aby kręgosłup odpoczął.
Zuzka nadal pozostaje wielkim śpiochem, co mi wcale nie przeszkadza. Nie poddaje się książkowym regułom i robi sobie 2 długie drzemki przed południem oraz jedną długą lub 2 krótsze po południu. Oprócz tego normalnie przesypia ok. 8 godzin w nocy.
Rośnie, jak na drożdżach i nie ma z nią problemów. Kochamy ją wszyscy bardzo i ona o tym wie. Patrzy domownikom w oczy i robi do nas swoje śmieszne minki. Uwielbia obserwować swoje starsze siostry i brata. Cieszy się zawsze, gdy do niej podchodzą. Mam nadzieję, że ta więź pozostanie między nimi na zawsze.

Kiedy zacząć urozmaicać dietę niemowlęcia

Obecnie preferuje się wprowadzanie nowych pokarmów w 5 miesiącu życia – jeśli dziecko jest karmione sztucznie i w 6 mies. – jeśli karmione jest naturalnie. Pamiętajcie jednak, że są to tylko ogólne, uśrednione ramy czasowe, których nie zawsze trzeba się sztywno trzymać.
Mój 16letni obecnie syn odmówił picia mleka w wieku 3 miesięcy.Bałam się, że coś jest z nim nie w porządku i wezwałam lekarza. Na szczęście malec okazał się całkowicie zdrowy. Lekarz wytłumaczył mi wtedy, że zdarzają się dzieci, które nie chcą pić mleka i trzeba im wtedy wprowadzić do diety nowe składniki. Wtedy był to robiony domowym sposobem ( ze zsiadłego mleka ) twarożek i jabłuszko. Nie polecam tego nikomu, bo chociaż syn wyrósł zdrowo to obecnie tyle się słyszy o wszelkiego rodzaju alergiach, że sama nie odważyłabym się dać czegoś podobnego do zjedzenia naszej małej Zuzi. Mimo że trójkę starszych dzieci wychowałam na owocach i warzywach z własnej działki to teraz kupuję słoiczki z gotowymi zupkami i deserkami. Nie jestem pewna czy jest w nich mniej chemii, niż w warzywach kupionych na straganie, ale coś trzeba wybrać i komuś wierzyć.
Zgodnie z zaleceniem książkowym zaczęłam wprowadzać pierwszedeserki na początku 5 mies. życia Zuzi, ale mała miała duże kłopoty zpołykaniem pokarmu. Nie umiała przesunąć małej porcji w kierunkuprzełyku. Często się krztusiła i miała odruch wymiotny. Ponieważ wdalszym ciągu ulewała duże ilości pokarmu po jedzeniu, dałam jej isobie spokój. Postanowiłam poczekać jakiś czas, żeby jej niezniechęcić. Potem lekarz zmienił córce mleko, więc znów czekałam, ażprzystosuje się do nowego. W sumie więc przerwa trwała dość długo, bookoło trzy tygodnie. Gdy ponownie zaczęłam próby z jedzeniem łyżeczkąokazało się, że wszelkie przeszkody zniknęły, a Zuzia nawet samaotwiera buzię, żeby dać jej jeszcze.
Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto być cierpliwym i nie trzymać się sztywno książkowych instrukcji. Jeśli dziecko prawidłowo się rozwija i przybiera na wadze to nie ma znaczenia, jeśli pozna smak nowych potraw o miesiąc później czy wcześniej. Jeśli będziemy postępować na siłę może to natomiast wywołać u dziecka odwrotny skutek,czyli niechęć do jedzenia w ogóle.

Dlaczego warto zabierać malucha na basen

Dziś po raz drugi pojechaliśmy z Zuzką na basen dla maluchów. Nasza Kruszynka z radością machała w wodzie nóżkami i rączkami, uśmiechała się i nawet gaworzyła. Wyraźnie okazywała, że sprawia jej to przyjemnośc. Zabrałam ze sobą ulotkę, z której dowiedziałam się jak bardzo korzystnie na rozwój dziecka wpływa ruch w wodzie. Brzmi to trochę jak slogan, bo takie hasło każdy zna i mógłby umieścic na kartce reklamowej. Nie każdy jednak wie, że zabawy w wodzie poprawiają koordynację i estetykę ruchów, wpływają na rozwój napięcia mięśniowego – czyli siłę pracy mięśni i sposób w jaki dziecko z nich korzysta. Regulują tor oddychania. Oddziałują na rozwój czucia i świadomości jego własnego ciała, równowagi – wszystkich zmysłów. Wszystko to ma ogromny wpływ na rozwój emocjonalny, poznawczy i społeczny małego dziecka. A co dla mnie jest równie ważne, że osiągnąc te cele można w trakcie zabawy.
Zanim jednak wybierzecie się na basen ze swoim malcem, warto sprawdzic warunki w danym obiekcie. Należy przede wszystkim zwrócic uwagę na czystośc i temperaturę wody. Dla dzieci 2-3 miesięcznych najlepsza temperatura to 36-37 stopni. Dla dzieci 4-6 miesięcznych woda może miec już 32-34 stopnie. W szatni musi byc odpowiednie miejsce do przewijania – wygodne, ciepłe, bez przeciągów. Powinno też byc łagodne zejście do wody.
Jeśli już podjęliście decyzję o rozpoczęciu przygody z wodą przyda się Wam kilka rad. Zabierzcie ze sobą przynajmniej 2 ręczniki dla dziecka. My tego nie zrobiliśmy a po prysznicu – przed wejściem do wody trzeba malucha przykryc, bo szybko marznie. Jeśli to zrobimy mając tylko jeden ręcznik, po wyjściu z wody musimy okryc dziecko wilgotnym już ręcznikiem. Konieczne też są ubranka na zmianę, bo zdarza się, że coś się nieopatrznie pomoczy. Dobrze jest również miec ze sobą mydło dla dziecka i wszelkie używane kosmetyki, aby po kąpieli umyc całe ciałko. Jeśli już nie karmicie piersią, to przyda się też butelka z mlekiem – po pływaniu w wodzie chce się nagle jeśc.
Acha – nie przyjeżdżajcie też z dzieckiem na basen na ostatnią chwilę. My zrobiliśmy tak za pierwszym razem. Aby przygotowac siebie i malucha do kąpieli potrzeba trochę czasu i warto zrobic to na spokojnie. W przeciwnym razie zestresujemy się i nici z dobrej zabawy.
Na razie tyle nowości w dziedzinie pływania. Jesteśmy debiutantami i sami dopiero się uczymy. Na dowód tego dołączam filmik.

ZuziaNaBasenie2_2.wmv

Co potrafi 5cio miesięczne niemowlę

To naprawdę niesamowite, jak szybko rozwijają się i zdobywają nowe umiejętności niemowlęta. Jestem już mamą po raz czwarty a wciąż budzi to we mnie zachwyt.
Nasza Kruszynka jest bardzo kontaktowa. Wczoraj na przykład zaśmiewała się i gaworzyła ze starszą siostrą przez 20 minut bez przerwy. Faktem jest, że potem była tak zmęczona, że zasnęła przy piciu mleczka, ale to i tak wielki wyczyn. Bardzo interesuje ją otoczenie, więc bada rączkami wszystko, co jest w jej zasięgu: zwisający obrus, obicie tapczanu, ubranie trzymającej ją osoby. Po obudzeniu szuka znajomej twarzy i obdarza ją przepięknym uśmiechem. Zresztą śmieje się bardzo często i chętnie. Rozpoznaje bliskie sobie osoby i rozmawia z nimi w swoim – niemowlęcym języku. A robi to przepięknie: do każdego „słowa” bardzo się przykłada i starannie składa usteczka. Wygląda to bardzo zabawnie i zawsze mnie rozczula. Sama bawi się zabawkami, bo potrafi już przekładać je z ręki do ręki. Oczywiście woli towarzystwo, ale ponieważ jest grzeczną dziewczynką, czasem zajmuje się sobą sama. Gdy leży na pleckach – kula się na boki i próbuje przewrócić się na brzuszek ( na razie udaje jej się to rzadko ). W pozycji na brzuchu sięga po leżące zabawki i usiłuje włożyć je sobie do buzi, wysoko unosi się na rękach i ogląda za poruszającymi się osobami. Czasem, jakby przypadkiem, przewraca się nagle na plecy ze zdziwieniem malującym się w wielkich oczach. Koniecznie chce już siedzieć, więc gdy na spacerze nie śpi, unoszę oparcie wózka, żeby mogła sobie popatrzeć na piękny świat. Nade wszystko pragnie stanąć na nóżkach i usiłuje wykorzystać do tego każdą nadarzającą się okazję. Ponieważ jeszcze jej tego robić nie wolno, więc często wisi w powietrzu na rękach rodziców lub rodzeństwa. Gdy jest zmęczona trze rączkami nosek i oczy. Kładziemy ją wtedy do łóżeczka, a ona naciąga sobie kocyk na głowę i natychmiast zasypia. Pod tym względem jest naprawdę niesamowita.

Nauka pływania niemowląt

W sobotę wybraliśmy się z naszą naszą 5 miesięczną córeczką na specjalny basen dla maluchów. Szczerze mówiąc bardzo się bałam jak zareaguje Zuzia, no bo moczenie się w wannie to przecież zupełnie co innego, jak pływanie w basenie. Moje obawy wynikały też prawdopodobnie stąd, że sama nie umiem pływać i wręcz boję się wody. Poddałam się jednak namowom męża, któremu pomysł nauczenia naszego maleństwa poruszania się w wodzie, bardzo przypadł do gustu. Dowiedziałam się od koleżanek, gdzie mieści się taki basen i w drogę.
Na miejscu z pewną rezerwą i nieufnością zaczęłam badać teren. Wszystko było jednak czyściutkie, dostosowane do potrzeb maleńkich dzieci i ich rodziców, temperatura powietrza i wody odpowiednia, woda czyściutka z minimalną zawartością chloru, wszędzie kolorowe zabawki i światełka. Nie mogłam się naprawdę do niczego przyczepić. Pozostało więc przygotować Zuzię do kąpieli. Dumny tata wkroczył z córą w ramionach do zawierającego zaledwie 70 cm wody basenu. Zuzka w specjalnej pieluszce do pływania wyglądała słodko. Zrobiła duże oczy, otworzyła buzię i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Było tam przecież tyle interesujących rzeczy. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Co ciekawe, ciałko w wodzie samo układało się do pływania a nóżki od razu zaczęły się poruszać.

Tak więc pierwsze spotkanie z „dużą” wodą udało się i mamy zamiar kontynuować ćwiczenia z instruktorem, który pomoże oswoić dziecko z wodą. Nie chodzi nam o zrobienie z małej wyczynowego pływaka, ale o zapewnienie jej prawidłowego rozwoju.
Gorąco polecam zwolennikom i przeciwnikom :)

Ząbkowanie

Zuzankę zaczynają już bolec dziąsła – strasznie się ślini, trze je wszystkim, co jej wpadnie w rączki i bardzo marudzi. Nasiliły się też ponownie kłopoty z ulewaniem pokarmu. Mała skończy w niedzielę 5 miesięcy, więc jest to mniej więcej czas, kiedy niemowlętom wyżynają się pierwsze ząbki. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale żal mi patrzec na zwykle roześmianą buźkę, która teraz krzywi się i popłakuje. W czasie picia mleka z butelki, co chwilę przerywa i zawzięcie gryzie smoczek. Przestała też tak chętnie gaworzyc, co robiła ostatnio z wielkim upodobaniem. Brakuje nam rozsyłanych dotąd uśmiechów i ślicznego szczebiotania. Zuzia nie chce też bawic się swoimi grzechotkami, ani kontynuowac nauki przekręcania się z brzuszka na plecki i odwrotnie. Jest ogólnie rozdrażniona i widac, że źle się czuje.
Zapomniałam już jak długo to może potrwac, ale zdaje się, że ząbkowanie nie „przejdzie” tak szybko… No cóż, pozostaje nam uzbroic się w cierpliwośc i miec nadzieję, że po wszystkim nasza radosna córeczka znów będzie wesołą istotką.

Fachowa pomoc czy kpiny?

Ostatnio nie miałam czasu żeby usiąść do komputera a to za sprawą dodatkowych obowiązków jakie spadły na mnie  z powodu założenia gipsu na nogę syna. Nie dość, że nie pomagał w domu, co normalnie robi, to jeszcze ja musiałam pomagać jemu. Trzeba też było wozić go do szkoły na sprawdziany, żeby nie miał zbyt dużych zaległości. Po tygodniu pojechałam z nim do kontroli do poradni ortopedycznej z nadzieją, że zdejmą mu gips. Ku mojej i syna radości rzeczywiście gips został zdjęty, bo okazało się, że założono go niepotrzebnie… :(
Ortopeda bardzo się zdziwił oglądając zdjęcie rentgenowskie i nie stwierdził żadnego złamania ani nawet pęknięcia.
Do dziś pozostaje więc dla mnie zagadką, co zobaczył lekarz ( podobno ortopeda ), który przyjął Jacka na izbie przyjęć? Na delikatną sugestię męża, żeby może nie zakładać gipsu zareagował gwałtownie. Na powątpiewające pytania asystującej lekarki odpowiadał z wielkim przekonaniem.
Czy stwierdzenie złamania ze zdjęcia rtg powinno być problemem dla fachowca? Czy może zalecenie założenia gipsu nobilituje lekarza w oczach pacjenta? Nie mam pojęcia. Wiem jedno, cała ta historia utrudniła życie całej rodzinie.

Jak brat uczcił 18stkę siostry

Długo będziemy pamiętać 18ste urodziny Asi, naszej najstarszej córki. Przyczyną wcale nie jest stanie się przez nią pełnoletnią, ale okoliczności, jakie towarzyszyły temu świętu.
Jacek – jej młodszy brat wrócił tego dnia ze szkoły kulejąc. Powiedział tylko, że na WFie uderzył się w palec. Kazałam mu posmarować go żelem i ” zapomniałam” o sprawie. Wszyscy mieliśmy w głowie święto Aśki. Wieczorem jednak obejrzałam nogę i okazało się, że palec spuchł i zrobił się troszkę kolorowy. Stwierdziliśmy z mężem, że trzeba zrobić prześwietlenie i zamiast siedzieć przy uroczystej kolacji, pojechali do szpitala. Wrócili po ok. 2 godzinach. Jacek z nogą w gipsie w specjalnych jednorazowych, papierowych, ekstra spodenkach. Troszkę się załamałam, bo teraz mam w domu maleńkie dziecko i kuśtykającego szesnastolatka. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że mój syn na WF nic nie robił. Uprosili swojego pana o luźną lekcję i część chłopaków grała w piłkę, a reszta im kibicowała. Jacek podbiegł tylko do materaca, na którym siedzieli koledzy i po drodze zahaczył nogą o drabinki…
Wynika z tego, że ” nic nierobienie” jest bardziej urazowe od ćwiczeń :(

Szczepienia

Wczoraj mieliśmy ciężkie popołudnie, bo Zuzia była na drugim szczepieniu i nie czuła się najlepiej. Pani doktor i pielęgniarka twierdziły, że te nowe szczepionki są rewelacyjne i dzieci potem raczej nie mają żadnych dolegliwości. No właśnie raczej. Nasza mała najwyraźniej należy do grupy nielicznych, które są wrażliwe i reagują ogólnym złym samopoczuciem.
Zuzka nie miała gorączki, ale bardzo marudziła i nie mogła zasnąć. Oczka miała już zupełnie maleńkie a wciąż popiskiwała. Gdy już nie mogła ze zmęczenia utrzymać powiek, zamykała je i po cichutku płakała, krzywiła się i co chwilę na nowo otwierała oczy. Trwało to całe popołudnie aż do późnego wieczora. Gdy wreszcie usnęła na dobre było już po 23. Na szczęście noc przespała spokojnie, a rano obudziła się w radosnym nastroju. Uff, odetchnęłam z ulgą.
Dziś tylko posmarowałam jej kilka razy miejsce po ukłuciu na nóżce i jest ok.

A propos smarowania – pielęgniarka zdradziła mi sposób na przyniesienie ulgi dziecku. Aby nie tworzył się obrzęk i miejsce szczepienia nie bolało, trzeba posmarować je Altacetem w żelu. Można przyłożyć gazik lub płatek kosmetyczny żeby nie pomoczyło się ubranko. Wypróbowałam i skutkuje.