Koszty zorganizowania 18stki cd.

Szczerze mówiąc pisząc o kosztach wyprawienia 18nastkowej imprezy nie spodziewałam się takiego zainteresowania i dyskusji. Przeczytałam uważnie wszystkie posty, ale postanowiłam na nie indywidualnie nie odpowiadać.
Niektórzy niezbyt uważnie czytali i przyczepili się do 300 osobowej liczby gości. Wyjaśniam więc, że na osobę przypadało 60 zaproszeń.
Brak poczęstunku również nie wynikał ze skąpstwa, jak to niektórzy zinterpretowali. Po prostu na imprezach, w których uczestniczyła moja córka wraz z koleżankami i kolegami z klasy się nie jadło. Też miałam, co do tego wątpliwości. To jubilaci podjęli wspólnie taką decyzję. Nie chcieli się spotykać, żeby napaść brzuchy, tylko dobrze się bawić.
Powiem Wam jeszcze, czym na pewno zbulwersuję kolejnych czytających, że alkohol i wszelkie napoje każdy kupował sobie na własną rękę. Może dzięki temu nie było ekscesów związanych z nadmiernym wlewaniem w siebie %. Ludzie mają w sobie coś takiego, że jak coś jest za darmo, to trzeba wykorzystać sytuację. Nie trzeba się upić, żeby zabawa była udana. Świadczy o tym impreza mojej córki, jej koleżanek i kolegi. Wróciła z niej bardzo zadowolona i trzeźwa. Nikt nie musiał pokrywać kosztów napraw zniszczonych łazienek i w ogóle nie było żadnych nieprzyjemnych incydentów.
Czytając Wasze komentarze można czasem zwątpić w młodzież w ogóle. Zapewniam jednak, że wszystko zależy od grona znajomych, w jakim się ktoś obraca. Wbrew temu, co się słyszy i mówi młodzi dorastający ludzie mają dużo zdrowego rozsądku i trzeba w nich wierzyć. Ja wierzę.

Dlaczego warto zabierać malucha na basen

Dziś po raz drugi pojechaliśmy z Zuzką na basen dla maluchów. Nasza Kruszynka z radością machała w wodzie nóżkami i rączkami, uśmiechała się i nawet gaworzyła. Wyraźnie okazywała, że sprawia jej to przyjemnośc. Zabrałam ze sobą ulotkę, z której dowiedziałam się jak bardzo korzystnie na rozwój dziecka wpływa ruch w wodzie. Brzmi to trochę jak slogan, bo takie hasło każdy zna i mógłby umieścic na kartce reklamowej. Nie każdy jednak wie, że zabawy w wodzie poprawiają koordynację i estetykę ruchów, wpływają na rozwój napięcia mięśniowego – czyli siłę pracy mięśni i sposób w jaki dziecko z nich korzysta. Regulują tor oddychania. Oddziałują na rozwój czucia i świadomości jego własnego ciała, równowagi – wszystkich zmysłów. Wszystko to ma ogromny wpływ na rozwój emocjonalny, poznawczy i społeczny małego dziecka. A co dla mnie jest równie ważne, że osiągnąc te cele można w trakcie zabawy.
Zanim jednak wybierzecie się na basen ze swoim malcem, warto sprawdzic warunki w danym obiekcie. Należy przede wszystkim zwrócic uwagę na czystośc i temperaturę wody. Dla dzieci 2-3 miesięcznych najlepsza temperatura to 36-37 stopni. Dla dzieci 4-6 miesięcznych woda może miec już 32-34 stopnie. W szatni musi byc odpowiednie miejsce do przewijania – wygodne, ciepłe, bez przeciągów. Powinno też byc łagodne zejście do wody.
Jeśli już podjęliście decyzję o rozpoczęciu przygody z wodą przyda się Wam kilka rad. Zabierzcie ze sobą przynajmniej 2 ręczniki dla dziecka. My tego nie zrobiliśmy a po prysznicu – przed wejściem do wody trzeba malucha przykryc, bo szybko marznie. Jeśli to zrobimy mając tylko jeden ręcznik, po wyjściu z wody musimy okryc dziecko wilgotnym już ręcznikiem. Konieczne też są ubranka na zmianę, bo zdarza się, że coś się nieopatrznie pomoczy. Dobrze jest również miec ze sobą mydło dla dziecka i wszelkie używane kosmetyki, aby po kąpieli umyc całe ciałko. Jeśli już nie karmicie piersią, to przyda się też butelka z mlekiem – po pływaniu w wodzie chce się nagle jeśc.
Acha – nie przyjeżdżajcie też z dzieckiem na basen na ostatnią chwilę. My zrobiliśmy tak za pierwszym razem. Aby przygotowac siebie i malucha do kąpieli potrzeba trochę czasu i warto zrobic to na spokojnie. W przeciwnym razie zestresujemy się i nici z dobrej zabawy.
Na razie tyle nowości w dziedzinie pływania. Jesteśmy debiutantami i sami dopiero się uczymy. Na dowód tego dołączam filmik.

ZuziaNaBasenie2_2.wmv

Osiemnastkowa imprezka, czyli ile trzeba wydać

Właśnie zaczął się czas osiemnastkowych imprez. Moja córka w tym tygodniu wybiera się na dwie do swoich koleżanek oraz organizuje swoją. Oznacza to trzy zarwane nocki!!! No cóż młodym jest się tylko raz i trzeba z tego korzystać. Oby tylko sił fizycznych wystarczyło i w szkole nie porobiły się zaległości. Na szczęście teraz są testy gimnazjalne, a za parę dni pisemne matury i w związku z tym poza „biedakami”, którzy muszą zasiąść w ławkach, reszta ma wolne.
Imprezki organizowane w klubach, pubach i wszelkiego typu podobnych miejscach na pewno są super i pozostaną niezapomnianym wspomnieniem dla ich uczestników. Trzeba tylko dobrze się zorganizować i zaplanować te wydatki w budżecie domowym, bo może się okazać, że suma nas troszkę zaskoczy.
Po pierwsze lokal należy zarezerwować dużo wcześniej, bo chętnych jest wielu i najlepsze terminy są już pozajmowane. Tu pojawiają się pierwsze wydatki – koszt rezerwacji to jakieś 20% całości. Koszt wynajęcia sali zależy oczywiście od miejsca. Klub, w którym będzie bawić się moja córa wraz z przyjaciółmi życzy sobie 700 zł. Na szczęście młodzież zorganizowała się w pięcioosobową ekipę i całą kwotę należy w tym przypadku podzielić na 5. Ta pokaźna sumka nie obejmuje oczywiście jedzenia i picia.
Po drugie trzeba przygotować zaproszenia. Można je kupić gotowe lub jak w naszym przypadku – brat przygotował siostrze projekt komputerowy i po zaakceptowaniu przez jubilatów, daliśmy wydrukować… uwaga… 300 zaproszeń. Całość wyniosła 105 zł, czyli po 21 zł na głowę.
Po trzecie – muzyka. Młodzież nagrała swoje ulubione utwory na płytę, ale będzie też DJ. O ile dobrze się orientuję, będzie on w cenie wynajęcia sali. Uff…
Po czwarte – strój! No i tu zaczynają się schody. W przypadku chłopaka nie ma pewnie większych problemów, ale z dziewczynami nie jest łatwo. Nie można przecież wystąpić na wszystkich imprezach w tym samym ubraniu – to oczywiste. Trzeba więc zaopatrzyć się w minimum dwie wystrzałowe kreacje. Może to być sukienka i legginsy lub super bluzka, czy tunika + legginsy lub spodnie. W tym przypadku trudno oszacować koszty, bo zależy co kto lubi i co ma w szafie. Nie należy też zapomnieć o dodatkach: ładna torebka, kolczyki, bransoletka, coś na szyję i pasujące do całości buty. Z moich wyliczeń wyszło  minimum 200 zł. Dobrze jeśli się ma przyjaciółki czy kuzynki, które mogą ewentualnie coś pożyczyć. Wtedy da się troszkę zaoszczędzić. Nie liczę tu kosmetyków, bo te akurat każdy zapewne ma.
No i po piąte – jedzenie w czasie imprezy. Podobno teraz młodzież w czasie zabawy nie je! I całe szczęście, bo trudno mi sobie wyobrazić przygotowanie / kupienie poczęstunku dla 300 osób. Jubilaci składają się więc tylko po 20 zł i kupują jakieś chipsy, paluszki itp. Potem stawiają to na stolikach i gotowe. Picie każdy kupuje sobie we własnym zakresie.
Po zliczeniu wszystkiego wychodzi jakieś 400 zł. Czy to mało, czy dużo? Na to pytanie będzie na pewno tyle odpowiedzi, ile czytających. Zgadzam się też, że na pewno można całość zorganizować dużo taniej, ale pewnie będą i tacy, którzy na ten cel przeznaczą znacznie większą kwotę.

Co potrafi 5cio miesięczne niemowlę

To naprawdę niesamowite, jak szybko rozwijają się i zdobywają nowe umiejętności niemowlęta. Jestem już mamą po raz czwarty a wciąż budzi to we mnie zachwyt.
Nasza Kruszynka jest bardzo kontaktowa. Wczoraj na przykład zaśmiewała się i gaworzyła ze starszą siostrą przez 20 minut bez przerwy. Faktem jest, że potem była tak zmęczona, że zasnęła przy piciu mleczka, ale to i tak wielki wyczyn. Bardzo interesuje ją otoczenie, więc bada rączkami wszystko, co jest w jej zasięgu: zwisający obrus, obicie tapczanu, ubranie trzymającej ją osoby. Po obudzeniu szuka znajomej twarzy i obdarza ją przepięknym uśmiechem. Zresztą śmieje się bardzo często i chętnie. Rozpoznaje bliskie sobie osoby i rozmawia z nimi w swoim – niemowlęcym języku. A robi to przepięknie: do każdego „słowa” bardzo się przykłada i starannie składa usteczka. Wygląda to bardzo zabawnie i zawsze mnie rozczula. Sama bawi się zabawkami, bo potrafi już przekładać je z ręki do ręki. Oczywiście woli towarzystwo, ale ponieważ jest grzeczną dziewczynką, czasem zajmuje się sobą sama. Gdy leży na pleckach – kula się na boki i próbuje przewrócić się na brzuszek ( na razie udaje jej się to rzadko ). W pozycji na brzuchu sięga po leżące zabawki i usiłuje włożyć je sobie do buzi, wysoko unosi się na rękach i ogląda za poruszającymi się osobami. Czasem, jakby przypadkiem, przewraca się nagle na plecy ze zdziwieniem malującym się w wielkich oczach. Koniecznie chce już siedzieć, więc gdy na spacerze nie śpi, unoszę oparcie wózka, żeby mogła sobie popatrzeć na piękny świat. Nade wszystko pragnie stanąć na nóżkach i usiłuje wykorzystać do tego każdą nadarzającą się okazję. Ponieważ jeszcze jej tego robić nie wolno, więc często wisi w powietrzu na rękach rodziców lub rodzeństwa. Gdy jest zmęczona trze rączkami nosek i oczy. Kładziemy ją wtedy do łóżeczka, a ona naciąga sobie kocyk na głowę i natychmiast zasypia. Pod tym względem jest naprawdę niesamowita.

Nauka pływania niemowląt

W sobotę wybraliśmy się z naszą naszą 5 miesięczną córeczką na specjalny basen dla maluchów. Szczerze mówiąc bardzo się bałam jak zareaguje Zuzia, no bo moczenie się w wannie to przecież zupełnie co innego, jak pływanie w basenie. Moje obawy wynikały też prawdopodobnie stąd, że sama nie umiem pływać i wręcz boję się wody. Poddałam się jednak namowom męża, któremu pomysł nauczenia naszego maleństwa poruszania się w wodzie, bardzo przypadł do gustu. Dowiedziałam się od koleżanek, gdzie mieści się taki basen i w drogę.
Na miejscu z pewną rezerwą i nieufnością zaczęłam badać teren. Wszystko było jednak czyściutkie, dostosowane do potrzeb maleńkich dzieci i ich rodziców, temperatura powietrza i wody odpowiednia, woda czyściutka z minimalną zawartością chloru, wszędzie kolorowe zabawki i światełka. Nie mogłam się naprawdę do niczego przyczepić. Pozostało więc przygotować Zuzię do kąpieli. Dumny tata wkroczył z córą w ramionach do zawierającego zaledwie 70 cm wody basenu. Zuzka w specjalnej pieluszce do pływania wyglądała słodko. Zrobiła duże oczy, otworzyła buzię i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Było tam przecież tyle interesujących rzeczy. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Co ciekawe, ciałko w wodzie samo układało się do pływania a nóżki od razu zaczęły się poruszać.

Tak więc pierwsze spotkanie z „dużą” wodą udało się i mamy zamiar kontynuować ćwiczenia z instruktorem, który pomoże oswoić dziecko z wodą. Nie chodzi nam o zrobienie z małej wyczynowego pływaka, ale o zapewnienie jej prawidłowego rozwoju.
Gorąco polecam zwolennikom i przeciwnikom :)

Refleksja nad Wielkanocą

Czas tak szybko leci, że ani się obejrzałam, jak minęły święta. Zresztą w tym roku nie udało mi się przeżyć ich we właściwy sposób i czuję w sercu wielki niedosyt.
No cóż, niektórym osobom Wielkanoc kojarzy się z wiosną, zielenią pierwszych listków, baziami, święconką w pięknie przystrojonym koszyczku, żółtymi kurczaczkami i pisankami na życzeniach świątecznych wysyłanych do rodziny i znajomych, a także suto zastawionym stołem, dyngusem i odpoczynkiem od codziennych obowiązków.
W naszej rodzinie też było to wszystko. Zabrakło mi tylko (albo aż) możliwości uczestniczenia w Triduum Paschalnym. Próbowałam nawet wybrać się z naszą 5-cio miesięczną córeczką do kościoła, ale nie dałyśmy rady. Było za dużo ludzi, za wiele różnych nieznanych dźwięków, za długo i za późno. Zuzia rozpłakała się zaraz na wstępie i musiałam się poddać. Wróciłam do domu smutna, bo dla mnie – osoby wierzącej i praktykującej – te 3 dni poprzedzające Święta Zmartwychwstania Pańskiego mają ogromne znaczenie. Pozwalają cieszyć się z ustanowienia Eucharystii i sakramentu kapłaństwa, przeżyć głębiej tajemnicę krzyża, oczekiwać na Jego zmartwychwstanie. Każdy symbol, gest, dźwięk, słowo pomaga człowiekowi zrozumieć to, czego rozumem pojąć się nie da. Trudno wejść w nastrój świąteczny pomijając całe to duchowe przygotowanie. Dlatego też jest mi tak jakoś pusto w środku i tęsknię już do uroczystości za rok. Może wtedy Zuzanka pozwoli mi chociaż trochę zanurzyć się w atmosferze Wielkiej Nocy.

Ząbkowanie

Zuzankę zaczynają już bolec dziąsła – strasznie się ślini, trze je wszystkim, co jej wpadnie w rączki i bardzo marudzi. Nasiliły się też ponownie kłopoty z ulewaniem pokarmu. Mała skończy w niedzielę 5 miesięcy, więc jest to mniej więcej czas, kiedy niemowlętom wyżynają się pierwsze ząbki. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale żal mi patrzec na zwykle roześmianą buźkę, która teraz krzywi się i popłakuje. W czasie picia mleka z butelki, co chwilę przerywa i zawzięcie gryzie smoczek. Przestała też tak chętnie gaworzyc, co robiła ostatnio z wielkim upodobaniem. Brakuje nam rozsyłanych dotąd uśmiechów i ślicznego szczebiotania. Zuzia nie chce też bawic się swoimi grzechotkami, ani kontynuowac nauki przekręcania się z brzuszka na plecki i odwrotnie. Jest ogólnie rozdrażniona i widac, że źle się czuje.
Zapomniałam już jak długo to może potrwac, ale zdaje się, że ząbkowanie nie „przejdzie” tak szybko… No cóż, pozostaje nam uzbroic się w cierpliwośc i miec nadzieję, że po wszystkim nasza radosna córeczka znów będzie wesołą istotką.

Moda na nieuczenie się

Ostatnio na zebraniu w gimnazjum dowiedziałam się, że panuje moda na nie uczenie się. Uczniowie chodzą sobie po prostu do szkoły i nic nie robią. Na lekcjach rozmawiają, nie prowadzą zeszytów, przeszkadzają nauczycielom i sobie, są wulgarni, wyzywająco się ubierają i krzywo patrzą na osoby, które chciałyby czegoś się dowiedzieć. Wszelkie próby zmobilizowania klasy do robienia czegokolwiek na lekcjach i poza nimi nie przynoszą efektów.
Gdybym nie miała dziecka w tej szkole, to chyba bym nie uwierzyła w tą całą historię z nieuctwem. Niestety to prawda. Próbujemy zmobilizować do pracy naszą córkę, ale jest ciężko. Ona sama skarży się, że nie może się skupić na sprawdzianie, bo jest za głośno. Z lekcji wynosi niewielką wiedzę, bo nie potrafi się skoncentrować. Oprócz tego dochodzi do głosu jej własne lenistwo no i efekty w dzienniku są słabiutkie.
Zastanawiam się czy dobrze zrobiliśmy posyłając ją do najbliższego gimnazjum? A może w innych szkołach jest podobnie tylko się o tym głośno nie mówi? Co wyrośnie z pokolenia nieuków? Jak wytłumaczyć zbuntowanej nastolatce, że uczy się tylko i wyłącznie dla siebie?
Rok temu gimnazjum skończył syn, a dwa lata temu starsza córka i nie było żadnych problemów. Czy nastąpiła jakaś nagła zmiana wśród dorastającej młodzieży, czy po prostu trafiliśmy na „wyjątkowy” skład klasy?
Uważam, że utworzenie gimnazjów i przeniesienie dzieci z dawnych klas VII do następnego poziomu w drabinie edukacji nie było dobrym pomysłem. To są ciągle duże dzieci, którym wydaje się, że po skończeniu podstawówki nagle stały się dorosłe. Nie potrafią jednak podejmować mądrych decyzji i wymagają nieustannej kontroli. Przestają się uczyć, bo myślą, że pozjadały już wszystkie rozumy. A może to wina systemu edukacji, który nie nadąża za postępem???

Fachowa pomoc czy kpiny?

Ostatnio nie miałam czasu żeby usiąść do komputera a to za sprawą dodatkowych obowiązków jakie spadły na mnie  z powodu założenia gipsu na nogę syna. Nie dość, że nie pomagał w domu, co normalnie robi, to jeszcze ja musiałam pomagać jemu. Trzeba też było wozić go do szkoły na sprawdziany, żeby nie miał zbyt dużych zaległości. Po tygodniu pojechałam z nim do kontroli do poradni ortopedycznej z nadzieją, że zdejmą mu gips. Ku mojej i syna radości rzeczywiście gips został zdjęty, bo okazało się, że założono go niepotrzebnie… :(
Ortopeda bardzo się zdziwił oglądając zdjęcie rentgenowskie i nie stwierdził żadnego złamania ani nawet pęknięcia.
Do dziś pozostaje więc dla mnie zagadką, co zobaczył lekarz ( podobno ortopeda ), który przyjął Jacka na izbie przyjęć? Na delikatną sugestię męża, żeby może nie zakładać gipsu zareagował gwałtownie. Na powątpiewające pytania asystującej lekarki odpowiadał z wielkim przekonaniem.
Czy stwierdzenie złamania ze zdjęcia rtg powinno być problemem dla fachowca? Czy może zalecenie założenia gipsu nobilituje lekarza w oczach pacjenta? Nie mam pojęcia. Wiem jedno, cała ta historia utrudniła życie całej rodzinie.

Jak brat uczcił 18stkę siostry

Długo będziemy pamiętać 18ste urodziny Asi, naszej najstarszej córki. Przyczyną wcale nie jest stanie się przez nią pełnoletnią, ale okoliczności, jakie towarzyszyły temu świętu.
Jacek – jej młodszy brat wrócił tego dnia ze szkoły kulejąc. Powiedział tylko, że na WFie uderzył się w palec. Kazałam mu posmarować go żelem i ” zapomniałam” o sprawie. Wszyscy mieliśmy w głowie święto Aśki. Wieczorem jednak obejrzałam nogę i okazało się, że palec spuchł i zrobił się troszkę kolorowy. Stwierdziliśmy z mężem, że trzeba zrobić prześwietlenie i zamiast siedzieć przy uroczystej kolacji, pojechali do szpitala. Wrócili po ok. 2 godzinach. Jacek z nogą w gipsie w specjalnych jednorazowych, papierowych, ekstra spodenkach. Troszkę się załamałam, bo teraz mam w domu maleńkie dziecko i kuśtykającego szesnastolatka. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że mój syn na WF nic nie robił. Uprosili swojego pana o luźną lekcję i część chłopaków grała w piłkę, a reszta im kibicowała. Jacek podbiegł tylko do materaca, na którym siedzieli koledzy i po drodze zahaczył nogą o drabinki…
Wynika z tego, że ” nic nierobienie” jest bardziej urazowe od ćwiczeń :(