Pierwsze krzesełko Zuzi

Wczoraj tatuś przywiózł Zuzi prezent od cioci – pierwsze krzesełko. Gdy rozpakowywaliśmy i składaliśmy nowy mebel mała spała snem sprawiedliwego. Po jakiś 3 godzinach otworzyła oczy i z łobuzerską miną zaczęła się uśmiechać i po swojemu opowiadać, co też jej się śniło :) Kiedy już wszystkie kosteczki zostały przeciągnięte i rozprostowane, wzięłam ją na ręce i pokazałam kolorowe krzesełko, po czym usadowiłam wygodnie i czekałam na reakcję.
Najpierw była troszkę zdziwiona, co też się stało i gdzie się znalazła, ale po chwili z wielkim entuzjazmem zaczęła bębnić grzechotkami w plastikowy blat. To dopiero była zabawa. I jeszcze ten wspaniały hałas, który można samemu robić, uderzając rączkami i wszystkim, co wpadnie w łapki… A do tego można też zrzucać zabawki na podłogę, patrzeć na nie z góry i czekać, aż ktoś je podniesie. Była zachwycona, że bawimy się razem z nią. Na buzi pojawił się piękny uśmiech, a chwilami wielkie skupienie – gdy gryzaczek nie chciał dać się złapać małej rączce.
My cieszymy się najbardziej z tego, że wreszcie będziemy mogli w miarę normalnie jeść przy stole, nie trzymając Zuzi na kolanach. Było to mało wygodne i trudne, zwłaszcza że jej aktywność coraz bardziej wzrastała. Stawało się to już niebezpieczne, bo machała rączkami, łapała za obrus i talerze, a najbardziej interesowały ją podnoszone do ust szklanki z herbatą. Nie polecam tego sposobu jedzenia, bo uważać trzeba zawsze, ale lepiej nie prowokować losu i nie stwarzać okazji do wypadków.
Tak więc od teraz Zuzanna będzie towarzyszyć nam przy stole w swoim specjalnie przystosowanym krzesełku i z czasem w tym właśnie miejscu rozpocznie naukę samodzielnego jedzenia. Ale na to jeszcze trochę za wcześnie.