Jak przetrwać upał z małym dzieckiem

     Uff. Jest tak gorąco, że obie z Zuzią ledwo zipiemy. Po południu nasz termometr za oknem wskazuje nawet 40-42  stopnie. Nie chce się jeść, ani gotować, ani w ogóle nic robić. Maleńka też jest ciągle zgrzana z gorąca. Staram się jak najmniej brać ją na ręce, bo grzejemy się wtedy jeszcze bardziej. Wymyślam raczej zabawy na kocyku, na macie, na tapczanie. Kulamy się razem albo bawimy na siedząco.
Rano, kiedy jest jeszcze w miarę chłodno wychodzimy na spacer do parku. Około 10/11 trzeba już wracać, bo nie daje się wytrzymać. Zuzia siedzi w wózeczku w cienkich spodenkach i koszulce, często zdejmuję jej nawet skarpetki. Jeśli uda jej się zasnąć przykrywam ją tylko pieluszką. Obowiązkowo rozkładam też parasol przeciwsłoneczny i co chwila przy nim manipuluję, żeby jak najbardziej osłaniał małą.
Po powrocie zasłaniam wszystkie okna i wietrzę tylko od strony zacienionej. W trakcie dnia robię Zuzi małe kąpanie – wkładam ją do wanienki i troszkę się myjemy a troszkę chlapiemy. Pomaga to tylko na krótko, bo już za chwilę znów jest spocona. Często myjemy też rączki i twarzyczkę.
Staram się często podawać jej herbatkę lub wodę, bo jak wiadomo niemowlęta szybko się odwadniają i jest to dla nich bardzo niebezpieczne. Mam z tym mały kłopot, bo Zuzia rzadko kiedy chce pić. Wypraktykowałam jednak, że jak daję jej chrupki kukurydziane, to wtedy ładnie popija. Kruszę więc Flipsy na małe kawałeczki i daję jej do buzi. Za każdym razem podaję też picie i w ten sposób jakoś sobie radzimy z tym problemem.
Żeby nawilżyć powietrze w mieszkaniu wieszam czasem pranie na suszarce w samym wejściu na balkon.

Dzięki tym sposobom jakoś udaje nam się przetrwać upał.

Jeśli znacie jeszcze jakieś metody, to poratujcie i napiszcie.

Klosiek